Julia Różewicz z Nagrodą „Literatury na Świecie”. Za „ciężkodupiaste schabybaby” i „pałkę samodrgałkę”

Julia Różewicz została laureatką Nagrody „Literatury na Świecie” za 2013 rok w kategorii Nowa Twarz | fot. archiwum prywatne

Julia Różewicz – młoda tłumaczka literatury czeskiej (rocznik 1982) i szefowa Wydawnictwa Afera, które od 2010 roku przedstawia polskim czytelnikom ambitną prozę czeską – została nagrodzona prestiżową translatorską Nagrodą „Literatury na Świecie za rok 2013 w kategorii Nowa Twarz. W rozmowie z portalem Novinka.pl opowiada o pracy nad nagrodzoną książką i początkach swojej drogi tłumacza.

Łukasz Grzesiczak: Zaskoczona?

Julia Różewicz: Tak. Nawet bardzo. Nagroda za takie bezeceństwa…

Jury nagrodziło Cię w kategorii Nowa Twarz za przekład Petry Hůlovej „Plastikowe M3 czyli czeska pornografia”. To rzeczywiście Twoje największe dotychczasowe wyzwanie translatorskie?

Na pewno. W książce właściwie brak fabuły, to monolog, narracja jest zupełnie szurnięta, no i do tego dochodzą wszystkie rozkoszne określenia (np. narządów płciowych), które w języku czeskim w ogóle nie istnieją. Więc w przekładzie też trzeba je stworzyć. Hůlová nie ma litości.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w pracy nad tą książką?

Samo wymyślanie neologizmów typu „gilgotałek usypiałek” czy „pałka samostałka” na wibrator albo „ciężkodupiaste schabybaby” na wystające po bramach zakłamane plotkary to raczej frajda. Ale trudna frajda. Czasami można było też pogubić się w zdaniach. Zdanie w „Plastikowym M3” potrafi zaczynać się na początku strony a kończyć na jej końcu. Narratorka ma poza tym często gonitwę myśli, i trudno za nią nadążyć. Pomijam fakt, że narratorka jest lekko stuknięta i jej wynurzenia nie zawsze mają sens. Choć zwykle mają.

Zaskoczyło Cię polskie przyjęcie książki Hůlovej?

Bałam się go. To trudna książka, nie dla wszystkich. Można się nią zachwycić, ale można też zniechęcić się już od pierwszej strony. Ale została przyjęta dobrze. Nawet lepiej niż się spodziewałam. Oczywiście, podobnie jak w Czechach, entuzjazm częściej wyrażały kobiety. Choć nie tylko. Np. Janusz Rudnicki napisał ogromną recenzję do Gazety Wyborczej. Pochwalną. Hůlová pisze bardzo dosadnie o sprawach, o których faceci nie lubią rozmawiać. A już na pewno nie z kobietami… Dlatego to, że kobieta tak otwarcie i bezczelnie o tych sprawach pisze, może ich zirytować.

Nie mam jej. Zabawki wibratorka.

Pałki samostałki, raszplidła bez pana, przedsennego łaskotaczka, gilgotałka-usypiałka.
Nie wiem czemu, ale im więcej o nim myślę, tym bardziej taki wibrator wydaje mi się delikatny, wręcz dziewczęcy, chociaż wiem, że małe dziewczynki stworzone są do innych rzeczy niż robienie sobie dobrze w łóżeczkach łapką pluszowego misia, która mogłaby w niedojrzałym jeszcze wtykaczątku zostawić jakiś włosek, powodując u biedaczki dotkliwy świąd.

Jednak pomimo całej swej dziewczynkowatości, która mi się podoba, wibratora po prostu nie ma w całej jebalni, ani ciut-ciut. Pewnie was to dziwi, bo kto inny, jak nie ja, miałby mieć pałkę samodrgałkę pod poduszką albo trzymać ją jako zakładkę do książki na stoliku nocnym, nie?

Fragment książki Petry Hůlovej „Plastikowe M3 czyli czeska pornografia” w tłumaczeniu Julii Różewicz

Jaki był Twój początek przygody z językiem czeskim? Jak to się stało, że zostałaś tłumaczką i prowadzisz wydawnictwo, które prezentuje polskim czytelnikom ambitną prozę czeską?

Studiowałam bohemistykę we Wrocławiu, na ostatni rok studiów przeniosłam się do Pragi. Tam grałam w klubach jako Djka i poznałam muzyków, którzy byli znajomymi Petra Šabacha. A to był wtedy mój ulubiony czeski autor. Wzięłam więc numer telefonu do niego, pomyślałam, że może kiedyś mi się przyda. Potem wróciłam do Polski, kilka lat pracowałam w firmie handlowej, gdzie codziennie użerałam się z czeskimi i słowackimi kontrahentami. W 2009 urodziłam synka i stwierdziłam, że nie chcę już pracować u kogoś. To dość trudne, szef potrafi robić problemy np. z wolnym dla mamy, kiedy dziecko jest chore. Postanowiłam, że założę coś swojego. Wtedy przypomniało mi się, że cały czas mam gdzieś numer do Šabacha. Zadzwoniłam i mówię: „Jak mi pan pozwoli przetłumaczyć którąś ze swoich książek na polski, to specjalnie po to, żeby się ukazała założę wydawnictwo.” A Šabach na to: „Dobra.“ No i poszło. Zanim zadzwoniłam do Šabacha z taką propozycją próbowałam namówić na niego innych wydawców. Ale „Gówno się pali” to nie był według nich zachęcający tytuł. A przecież okazało się, że to nasza najlepiej się sprzedająca książka.

Twoje najbliższe translatorskie plany?

Teraz pracuję nad kolejnym Šabachem. Tym razem będą to „Pijane banany”.

Na co zamierzasz przeznaczyć nagrodę?

Szczerze, to nie za bardzo wiem jaka to kwota. Próbowałam znaleźć tę informację w necie, nie ma:) Ale jaka by ta ewentualna kwota nie była, pewnie wsadzę ją w którąś z książek Afery. Taki los.

Rozmawiał Łukasz Grzesiczak

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress