Polska tęsknota za czeską koleją

Cieszyn_dworzec

Dworzec kolejowy w Cieszynie stał się parkingiem dla samochodów  | fot. Remigiusz Okraska

Niemal każdy powrót z wizyty w kraju postkomunistyczno-środkowoeuropejskim łączy się u mnie z poczuciem niższości cywilizacyjnej, bo to, co dla mnie ważne i co uważam za miarę cywilizacji, tam działa dużo lepiej. Dzisiaj był jednak przykład szczególny, z cyklu „Strzelaj lub emigruj”.

Na zdjęciu dworzec PKP w polskim Cieszynie. W miejscu, gdzie kiedyś pod zadaszeniem czekali podróżni na pociąg, dzisiaj parkują auta. Oczywiście nielegalnie, na co oczywiście policjanci z radiowozu przejeżdżającego powoli obok nich nie reagują. Nie reagują, bo tu jest Polska, tu królem jest samochód. Nie reagują zapewne także dlatego, że „widzą, jak jest”, życia nie oszukasz. Dworzec w Cieszynie jest zabity dechami, rozsypuje się w oczach, nie pełni żadnej funkcji poza parkingową. Z Cieszyna odjeżdża dziennie 6 pociągów, w tym do stolicy województwa jeden, o 06:16, do stolicy, dodajmy, odległej o około 100 km. To podobno i tak poprawa, bo kilka lat temu ze stacji w Cieszynie odjeżdżały dwa czy trzy pociągi dziennie.

Polska – 150 km w 4 godziny

W tej samej relacji kursuje codziennie wiele busów, w których za 14 pln można do wspomnianych Katowic odbyć podróż w ścisku, bez większego bagażu, bez toalety i słuchając wyjącej zetki czy innego eremefu oraz prawie spadając z siedzeń na zakrętach, nie zawsze mając szczęście w ogóle wejść w poczet pasażerów, gdy jest nadmiar chętnych. My z tego powodu postanawiamy w drogę powrotną wyruszyć jednym z sześciu pociągów, bo akurat trafił się jak ślepej kurze ziarno. Skład stoi kawałek od dworca. Wsiada nasza dwójka, dwóch SOKistów, niepełnosprawny umysłowo chłopak nie płacący za bilet, jedna podróżna – starsza kobieta, która informuje konduktora, że na przesiadkę w Czechowicach będzie musiała czekać mocno ponad godzinę, co według niej jest absurdem, bo rzeczywiście jest. Wiezie nas długi pociąg, taki na kilkaset osób, rozklekotany i na torach powyginanych na wszelkie strony. Przez 3/4 trasy nie wsiada do niego nikt, pod koniec zyskujemy 6 współpasażerów. Przez większość trasy pociąg jedzie w tempie 15-20 km/h. W Czechowicach czekamy na przesiadkę prawie 90 minut. Wsiadamy, pociąg rusza po 20 minutach, żeby przejechać 200 metrów i znów stanąć na na kwadrans. Na linii z aglomeracji górnośląskiej do Bielska-Białej, całkiem niedawno miasta wojewódzkiego, trwa bowiem remont i na sporym odcinku pociągi jeżdżą jednym torem. Do Katowic docieramy spóźnieni, na szczęście pociąg, na który mamy się przesiąść, łaskawie zaczekał. Po ponad 4 godzinach przejeżdżamy polską część trasy, która wynosi około 150 km.

W Czechach ponad 350 km w 4,5 godziny

To wszystko jest polską codziennością, tak żyjemy, na to płacimy podatki, to nam zafundowali liberałowie, postkomuniści, modernizatorzy, narodowi rozmodleńcy solidarni, ludowcy, wszyscy oni tak dbają o swój/nasz kraj. Znamy to na pamięć, przywykliśmy, zaciskając zęby i klnąc pod nosem albo i całkiem głośno. Ale w ten sam dzień w cztery i pół godziny przejeżdżamy uprzednio w Czechach ponad 350 km (wcześniej przejechaliśmy pół tego kraju), w większości eleganckim pociągiem ekspresowym o taryfie takiej jak osobowe, w dodatku ze zniżką dla dwóch osób czyniącą ów bilet wręcz półdarmowym. Przejeżdżamy je przez kraj, gdzie w każdej pipidówie działa czysty dworzec z pełną obsadą, otwartymi kasami, poczekalnią, zazwyczaj także tanią i dobrze gotującą restauracją (Polak potrafi głównie wrzucać sztuczne ścierwo do mikrofalówki i na tym opierać swój gastrobiznes); dworzec, z którego odjeżdża w każdą stronę co najmniej kilkanaście, w sumie kilkadziesiąt pociągów o dobrym standardzie, niskich cenach i dobrych skomunikowaniach; pociągów, do których w większości z tych pipidów wsiada i wysiada kilkanaście-kilkadziesiąt osób o dowolnej porze dnia, bo żeby ktoś koleją podróżował, to najpierw musi ona być sprawna, przystępna cenowo, nielikwidowana pod byle pretekstem i umożliwiająca dojazd do wielu potencjalnych miejsc podróży. I którą to podróż kończymy w Czeskim Cieszynie na dworcu w pełni działającym, a wręcz rozbudowywanym o nowe perony.

Czech dla Polaka do głupi „knedel”

Taksówkarz, który wiezie nas z Cieszyna do Czeskiego Cieszyna, myśli i mówi dokładnie to, co my, a porównując polski syf z czeskim sprawnym państwem, mówi z przekąsem: „A Polacy powiedzą o sąsiadach, że to takie głupie »knedle«”. Tak powiedzą, to prawda. Za to na murze naprzeciwko zdewastowanego peronu, z którego odjechał nasz pociąg, jest napis „Wielka Polska” i wielki krzyż celtycki. Zaiste, wielka…

[Remigiusz Okraska]

Autor jest socjologiem i publicystą, redaktorem naczelnym „Nowego Obywatela”. Tekst pierwotnie został opublikowany na jego profilu na Facebooku, publikujemy go za zgodą Autora. Tytuł i śródtytuły pochodzą od nas.   

 

 

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress