Język potrafi zmienić bieg historii. Spotkanie w Katowicach

– Oczyszczanie języka z obcych naleciałości to reakcja typowa w sytuacji, kiedy staramy się bronić swojego języka, kiedy boimy się, że przez liczne zapożyczenia może zmienić się on do tego stopnia, iż zastąpi go inny – tłumaczy prof. Andrzej Pisowicz. W najbliższy piątek (26 czerwca, o godz. 18) profesor Andrzej Pisowicz i  Zbigniew Rokita będą gośćmi Centrum na Mariackiej w Katowicach. Spotkanie poprowadzi dr Wojciech Śmieja.

Kornelia Mazurczyk, Zbigniew Rokita: Czy poświęcając się nauce ormiańskiego nie bał się Pan, że ten język zniknie? Że zarówno Ormianie w diasporze, jak i w Związku Radzieckim zaczną na co dzień posługiwać się innymi językami i zapomną swoją mowę, a Pan zostanie ze znajomością języka martwego?

Wojciech Pisowicz: Nie myślałem o tym wówczas, dopiero później spotkałem się z takimi opiniami. Pamiętam jak mój erywański profesor, Gurgen Sewak, powiedział mi kiedyś ze smutkiem: „Miło mi, Andrzeju, że uczysz się naszego języka, ale zobaczysz, za dwadzieścia lat on już zaniknie”. Sam pamiętam sygnały wskazujące na to, że przeczucia profesora Sewaka mogą się sprawdzić – widziałem matki, które do swoich dzieci mówiły tylko po rosyjsku, choć z dorosłymi rozmawiały jeszcze po ormiańsku. Zakładały one, że nie ma sensu zaśmiecać dzieciakom głowy ormiańskim, skoro niebawem już cały świat będzie mówił tylko po rosyjsku. Takie przypadki zdarzały się jednak rzadko – istnienie ormiańskiego nie było poważnie zagrożone. Zapożyczenia dotyczyły przede wszystkim tzw. „zdobyczy cywilizacyjnych” (wynalazki, instytucje, towary, i tak dalej). Rozprzestrzeniały się bowiem po Imperium Rosyjskim, a potem sowieckim właśnie za pośrednictwem języka rosyjskiego. Języki „lokalne” wchłaniały wyrazy rosyjskie (zapożyczenia) albo tłumaczyły je dosłownie („kalki”). Rozumiecie?

Póki co, tak.

„Póki co” to również rusycyzm, pochodzi od rosyjskiego paka szto, co odpowiada polskiemu zwrotowi „na razie”. Puryfikatorskie tendencje pojawiły się wśród Ormian w XIX wieku, gdy powstawały dwa warianty nowoczesnego języka literackiego (tak zwanego aszcharabaru w przeciwieństwie do starożytnego, klasycznego grabaru). Oczyszczanie języka z obcych naleciałości to reakcja typowa w sytuacji, kiedy staramy się bronić swojego języka, kiedy boimy się, że przez liczne zapożyczenia może zmienić się on do tego stopnia, iż zastąpi go inny. Kiedy, na przykład, w czeskiej Pradze, która była stolicą Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, język czeski stopniowo ustępował niemieckiemu, Czesi w XIX wieku postanowili oczyścić swój język, wprowadzając swoje własne, słowiańskie wyrazy w miejsce słów obcego pochodzenia (czasem też oczyszczali, zapożyczając z innych słowiańskich języków). To dlatego czeski ma wiele specyficznych słów, jak divadlo („teatr”) czy hudba („muzyka”). Istnieje granica, po której przekroczeniu trudno odratować język, a w XIX wieku wydawało się, że czeski zniknie bezpowrotnie (na rzecz języka niemieckiego). Stąd później doszło do tendencji puryfikatorskich – chciano, aby język ten zyskał „silną tożsamość”.

Fragment książki Na końcu języka: z orientalistą Andrzejem Pisowiczem rozmawiają Kornelia Mazurczyk i Zbigniew Rokita (Wydawnictwo Sąsiedzi, Białystok 2015)

O książce:

Na końcu języka to opowieść o fascynujących zależnościach między językiem a polityką i kulturą. To podróż w czasie i przestrzeni: od starożytności, gdy Grecy na złość wszystkim zaczęli pisać od lewej do prawej, przez XIX-wieczną Warszawę w której 27 listopada 1900 roku Henryk Sienkiewicz wymyślił słowo „pocztówka”, aż po Związek Radziecki, gdzie popularnym imieniem był MELS (skrót od Marks-Engels-Lenin–Stalin). Na końcu języka pokazuje, że język potrafi zmieniać bieg historii. Więcej o książce

[red]

 

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress