Czesi a Rosja (na marginesie książki „Listy v exilu”)

„Listy v exilu” („Listy na wygnaniu”), które ukazały się nakładem ołomunieckiego wydawnictwa Burian a Tichák, to 900 stronicowa analiza czasopisma „Listy” wydawanego w Rzymie w latach 1971-1989. Książka Dušana Havlíčka – dziennikarza i teoretyka mediów, który od lat mieszka i pracuje w Szwajcarii – opisuje czeskie dyskusje, które odbyły się na łamach jednego z najważniejszych emigracyjnych czechosłowackich czasopism. Patrząc na tematykę, która podejmowana jest w książce można powiedzieć, że problem Europy Wschodniej był dla czechosłowackiej inteligencji mniej istotny niż było to w Polsce. Nic w tym dziwnego. Praga leży 700 kilometrów na południowy-zachód od Warszawy. Czesi mają zupełnie inne doświadczenia z Rosją niż Polacy. Nigdy nie byli pod rosyjskimi zaborami, a do II wojny światowej nie było bezpośrednich doświadczeń czesko-rosyjskich. Język czeski na przełomie wieku XVIII i XIX odradzał się w opozycji do języka niemieckiego, dlatego też w wieku XIX silna była tradycja czeskiego rusofilstwa i słowianofilstwa. Wszystko zmieniła się wraz z Praską Wiosną.

Gdy w sierpniu 1968 roku wojska układu warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji Aleksander Sołżenicyn widział czołgi, które jechały na południe. „Myślałem wówczas, że nasi tylko straszą, że to są manewry” – pisał w książce „Бодался телёнок с дубом”, której fragment został opublikowany w roku 1975 na łamach „Listów”. Rosyjski pisarz, który nie zgadzał się na publikację fragmentów książki, zrobił wyjątek dla czeskich czytelników. Dlaczego? Warto oddać głos samemu Sołżenicynowi: „Nie odezwałem się, milczałem. Od tamtej chwili dźwigam brzemię. Kiedy chodziło o Węgry, nie było sensu krzyczeć, nie byłem wówczas nikomu znany. Kiedy chodziło o Czechosłowację – nie odezwałem się. Jest to tym większy wstyd, że wobec Czechosłowacji miałem osobistą odpowiedzialność: wszyscy uważają, że to tam zaczęło się zjazdem pisarzy, zjazd zaczął się tym, że Pavel Kohout przeczytał mój list”.

Nieudana próba budowy komunizmu z ludzką twarzą sprawiła, że wielu intelektualistów, w tym Milan Kundera, odwróciło się od Rosji i komunizmem. Autor „Żartu” na łamach „Listów” pisał, że masakra czeskiej kultury po roku 1968, nie ma sobie równej w historii Czech od czasów wojny trzydziestoletniej. „Z historii czeskiej kultury zostało tylko to, co duch rosyjskiego totalitaryzmu mógł zrozumieć i przetrawić” – twierdził. Winna był Rosja, nie komunizm. Kundera przekonywał, że „Bierdiajew się nie mylił, kiedy pisał, że rosyjski komunizm zawdzięcza więcej Iwanowi Groźnemu niż Marksowi”. Czeski pisarz najpełniejszą krytykę Rosji przeprowadził w znanym tekście „Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej”, który pierwotnie opublikował na łamach The New York Review of Book (tekst później przedrukowano w gazetach na całym świecie, w tym w „Listach”).

„Europa geograficzna, rozciągająca się od Atlantyku po Ural, zawsze była podzielona na dwie odrębnie rozwijające się połowy” – pisze Kundera. Na Wschód i Zachód. Wschód jest związany z Bizancjum i swe tradycje czerpie z kościoła prawosławnego, jego cechą identyfikacją jest cyrylica. Zachód cywilizacyjnie pochodzi od starożytnego Rzymu i kościoła katolickiego. Jego tradycja kulturowa zakorzeniona jest w starożytnej Grecji i myśli judeochrześcijańskiej, a jego cechą konstytuującą jest alfabet łaciński.

W opisie Kundery podział Europy na dwie cywilizacje ma charakter dychotomiczny. Rosję (Wschód) nazywa Anty-Zachodem. „Rosja (…) jawi się nie jako jedno z mocarstw europejskich, lecz jako zupełnie inna cywilizacja” – przekonuje. Charakteryzuje ją „inny wymiar przestrzeni (tak ogromnej, że giną w niej całe narody), inny (powolny i cierpliwy) rytm czasu, inny sposób śmiania się i umierania”. W swym tekście (w którym często odnosi się do Polski i polskiej kultury – cytuje nawet słowa polskiego hymnu) powołuje się na twierdzenie Czesława Miłosza, który w „Rodzinnej Europie” pisał o Rosjanach jako barbarzyńcach. Czy możliwe jest jakiekolwiek cywilizacyjne zbliżenie Zachodu i Rosji? W „Zachodzie porwanym” znajdziemy opowieść o tym jak Kazimierz Brandys spotkał Annę Achmatową, której poskarżył się, że w Polsce jest objęty zakazem druku. Achmatowa zapytała, czy Brandysowi grożą jakieś represje – wyrzucenie ze Związku Pisarzy, aresztowanie? Gdy dowiedziała się, że polskiemu pisarzowi ze strony władz państwowych nic nie grozi, szczerze się zdziwiła. Kundera cytuje Brandysa: „Takie są ruskie pocieszenia. W porównaniu z rosyjskim losem nic nie powinno wydawać się straszne”.

Tekst ten wywołał polemikę. Na łamach „Listów” odpowiedział Milan Šimečka. Argumenty Šimečki są dobrze znane polskiemu czytelnikowi – polemika była publikowana w numerze „Literatury na świecie” z 1990 roku poświęconej Milanowi Kunderze.

Milan Šimečka uważa, że tragedia naszej części kontynentu nie przyszła wraz z wkroczeniem Rosjan, ale kilka lat wcześniej. Początków „tragedii Europy Środkowej” winno się szukać w 1937 r. i w działaniach Hitlera. „To przede wszystkim szalone czyny nazistów sprawiły, że narody te stały się ofiarami i outsiderami historii”. To hitlerowskie Niemcy zniszczyły żydowski geniusz, który wedle Kundery był integralnym składnikiem duchowej tradycji Europy Środkowej. To nie Rosja jest winna tragedii panującego w Czechosłowacji komunizmu. Należy pamiętać, że znaczna część powojennych czeskich intelektualistów bezgranicznie wierzyła w komunistyczną utopię, która wcale nie została przyniesiona na radzieckich bagnetach. Co więcej, osoby, które w latach późniejszych wprowadziły terror w Czechosłowacji, mówiły po czesku i po słowacku. Komunizm nie jest niezrozumiałą rosyjską chorobą. „Komunizm jako doktryna został wyhodowany na Zachodzie, wyspekulowany w Niemczech, wyćwiczony w bojowości w rewolucjach francuskich, ułożony w regale w Bibliotece Muzeum Brytyjskiego” – pisze.

Milan Šimečka  należał do jednych z najciekawszych autorów „Listów”. W swoim felietonie „Amerykańskie spodnie”, napisanym w roku 1983 po spotkaniu wycieczki młodych Rosjan na zakupach w czechosłowackim sklepie dewizowym, kreślił następujący obraz przyszłości Rosji:

„Niedawno czytałem w szczerym, mądrym i pełnym tolerancji artykule Andrzeja Siniawskiego o tym, jakie pytania stawia sobie rosyjska emigracyjna inteligencja. Między innymi i pytanie, jaka przyszłość czeka ich ojczyznę. Idzie o to, czy przyszła Rosja będzie autorytarna, narodowa, liberalna, dogmatyczna lub jeszcze inna? Nie wiem o tym wiele, ale powiedziałbym, że już dziś jest jasne, że to będzie Rosja dżinsowa, kasetomagnetofonowa, rockowa, windsurfingowa itd. Jakaś ideologia się już na to znajdzie …”.

Czytając najnowszego Pielewina można pokusić się o tezę, że miał dużo racji.

[Łukasz Grzesiczak]

Dušan Havlíček, „Listy v exilu”, wydawnictwo Burian a Tichák, Ołomuniec, Czechy, 2008.

Tekst ukazał się na łamach magazynu „Nowa Europa Wschodnia”.

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress