W rytmie punku

Artykuł ukazał się w magazynie Kontrast

Jarosłav Rudiš, kultowy czeski pisarz, dziennikarz i autor komiksów, w lipcu odwiedził Wrocław. Przyjechał tu w ramach Miesiąca Spotkań Autorskich, by promować przetłumaczoną niedawno na polski książkę Koniec punku w Helsinkach.

Miesiąc Spotkań Autorskich powstał w 2000 r. w Brnie. Początkowo miał być miejscową imprezą literacką, jednak szybko stał się międzynarodowym spotkaniem miłośników literatury. Od trzech lat MSA organizowany jest już w czterech miastach: oprócz Brna są to: Koszyce, Ostrawa i Wrocław.

Impreza co roku ma tę samą formułę: zawsze składa się z dwóch głównych linii programowych. Jedna reprezentuje literaturę rodzimą, druga przedstawia literaturę kraju, który w danym roku jest gościem honorowym. Podczas tej, czternastej już, edycji, byli to twórcy niemieckojęzyczni. Z czytelnikami spotkali się pisarze z Niemiec, Austrii, Szwajcarii i Luksemburga. Do stolicy Dolnego Śląska przyjechała m. in. Austriaczka Marianne Gruber, autorka Wspomnienia jednego wariata oraz niemiecki pisarz Falko Hennig, który w zeszłym roku wydał zbiór listów miłosnych; nietypowych, bo wszystkie opublikowane w książce miały ciekawą historię. Autor znalazł je na ulicy, wyszperał na pchlich targach czy w archiwach.

Wszystkie spotkania wrocławskiej edycji Miesiąca Spotkań Autorskich odbyły się w Mediatece. Tam też w połowie lipca pojawił się Jarosłav Rudiš, czeski pisarz i dziennikarz. Pretekstem do spotkania była promocja książki Koniec punku w Helskiach, która w tym roku ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Czeskie Klimaty. Do tej pory powieść została wydana w czterech językach w tym m. in. francuskim i fińskim. Podczas spotkania z miłośnikami swojej twórczości, Rudiš żartował:

– Fińska agentka, która zajmowała się promocją książki, była nią zachwycona. Na pierwszym spotkaniu powiedziała: „To świetna powieść, uwielbiam pana poczucie humoru!”. Byłem trochę zaskoczony, bo dla mnie to raczej smutna książka. Spytałem ją nawet, czy ją całą przeczytała. Przyznała, że tylko jedną stronę. Mimo wszystko była pewna, że powieść ze względu na tytuł świetnie się sprzeda. Mam nadzieję, że jeszcze pracuje w tym wydawnictwie.

Chociaż w tytule Koniec punku… pojawiają się Helsinki, to ze stolicą Finlandii książka ma niewiele wspólnego. Helsinki to nazwa pubu położonego gdzieś we wschodnich Niemczech. Słowo „gdzieś” nie jest tu przypadkowe – to anonimowe miasto, których wiele w tej części kraju i które mierzą się z podobnymi problemami, jakie dotknęły tereny byłego NRD. Niemieckie Helsinki to ciekawe miejsce: choć w każdym pubie od dawna obowiązuje zakaz palenia, tutaj pali nawet sam szef. Menu knajpy jest bardzo ograniczone. Serwuje się tu kawę, alkohol, rolmopsy i solankę przyrządzaną przez kucharkę Gabi. Także goście są specyficzni – do Helsinek zaglądają przede wszystkim znajomi szefa, Olego. Ten ostatni zdaje się wciąż tkwić w czasach enerdowskiej epoki punku i ciężko mu dostosować się do wymagań nowej rzeczywistości.
Równocześnie z jego historią czytamy pamiętnik zbuntowanej nastolatki Nancy. Dziewczyna mieszka w Jeseniku znajdującym się na polsko-czeskim pograniczu. Należy do paczki lokalnych punków, a to oznacza, że jest pod ciągłą kontrolą władz, nauczycieli i pracodawców. Z jej zapisków wyłania się obraz zagubionej nastolatki, dla której hasło „no future” nie jest pustym sloganem, a raczej smutną zapowiedzią przyszłości.

Jaroslav Rudiš: – Znałem kilku punków z tego okresu, rozmawiałem z nimi, kiedy przygotowywałem się do pisania książki. W Polsce w latach 80. władza była bardziej liberalna. To od was szmuglowane były kasety z najlepszą muzyką, to na polskich kanałach oglądaliśmy dobre filmy – choć śmieszył nas głos waszego beznamiętnego lektora. Po stronie czeskiej wszystko było jeszcze smutniejsze, jeszcze bardziej „no future”.

Rudiš z wykształcenia jest historykiem i germanistą. Chętnie opowiada o czasie przemian i tym jak wiele czasu poświęcił na zdobywaniu informacji do książki. Na przykład – opisany na kartach Końca punku w Helsinkach koncert niemieckiego zespołu punkrockowego Die Toten Hosen, rzeczywiście odbył się w Pilznie w 1987 r. Wprawdzie Rudiša na nim nie było (miał wtedy 15 lat i jak sam podkreśla był „dobrym chłopcem z liceum”), ale spotkał się z osobami, które na koncercie się pojawiły.

– Był na nim mój znajomy, poza tym koncert jest dobrze zarchiwizowany. Szczególnie ze względu na zamieszki, jakimi się zakończył. Z tego co wiem, to muzycy Die Toten Hosen do tej pory go wspominają. To był wielki polityczny manifest, symboliczne wydarzenie dla stosunków czesko-niemieckich. Czesi i Niemcy wystąpili wtedy razem przeciwko systemowi, chyba pierwszy raz po wojnie.

Koniec Punku w Helsinkach to nie jedyna książka, w której Rudiš opowiada o czasach przełomu w środkowej części Europy czy o problemach związanych ze ścisłym określeniem granic. W swojej debiutanckiej powieści, Niebo pod Berlinem, autor wysyła trzydziestoletniego nauczyciela z Pragi do Berlina. Tam nasz bohater zakłada zespół U-Bahn, zakochuje się, przeżywa drugą młodość. Jednak ci, którzy myślą, że to banalna powieść dla zagubionych trzydziestolatków są w błędzie. Książka pełna jest anegdot nawiązujących do realiów NRD oraz Czechosłowacji. Są tutaj historyczne perełki, np. motorniczy metra opowiada o podziemnych połączeniach pomiędzy dwoma częściami Berlina, a taksówkarz o fikcyjnym koncercie The Rolling Stones po zachodniej stronie miasta.

W Grandhotelu z kolei, kolejnej powieści Rudiša, autor porusza trudny problem wypędzenia Niemców Sudeckich z Czech po II wojnie światowej. Literackim językiem – nie wprost, ale poprzez sylwetki bohaterów, ich myśli i problemy – opisuje przemiany ustrojowe i nową rzeczywistość, w której nie każdy potrafi się odnaleźć.

Jaroslav Rudiš: – Historykiem nie jestem tylko ze względu na zdobyty dyplom. To moje hobby, lubię szukać wokół siebie nawiązań do przeszłości. Na przykład tutaj we Wrocławiu, odwiedziłem ulicę Włodkowica – tam już w powietrzu czuć klimat minionych lat. Z drugiej strony wierzę, że nie da pisać się o Europie Wschodniej bez nawiązania do wydarzeń historycznych. Historia spaja te tereny i nie da się od tego uciec.

Potwierdza to ostatnia, jeszcze nie przetłumaczona na język polski książka Rudiša Národní třída. To opowieść o człowieku, z którym może utożsamiać się wielu Czechów zawiedzionych rzeczywistością, jaka nastała w latach 90. Główny bohater w 1989 r. uczestniczy w wielkiej demonstracji przeciw władzy. Nie jest do końca jasne, po której stronie stoi: czy jest demonstrantem, czy policjantem Ważny jest fakt, że po wielu latach zdaje sobie sprawę z tego, że nie potrafi czerpać zysków z politycznych przemian.

Jaroslav Rudiš: – Wiele osób z mojego pokolenia mierzy się z podobnymi problemami, a zdaje się, że nie będzie lepiej. Teraz wielu młodych ludzi jest bez pracy. I to ludzi z wykształceniem, którzy skończyli dwa fakultety. Ta trudna sytuacja, wbrew temu co głoszą media, jest nie tylko w Hiszpanii czy Grecji, ale i u nas, w Niemczech, we Francji. Wygląda to tak, jakby całe pokolenie zostało skreślone.

Po więcej historycznych i społecznych nawiązań odsyłam do książek Rudiša. Niebo pod Berlinem ukazało się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w 2007 r. Grandhotel wydało Good Books dwa lata temu. Koniec punku w Helsinkach kupić można na internetowej stronie wrocławskiego wydawnictwa Czeskie Klimaty (a potem nawet osobiście odebrać w biurze przy ul. Mydlanej 1).

[Agnieszka Oszust]

Tekst ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze magazynu Kontrast (cały numer czytaj na issuu.com). Publikujemy go za zgodą redakcji.

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress