Tomáš Halík, salto mortale i zatykanie ust [polemika z Darkiem Jedzokiem]

Ksiądz Tomáš Halík podczas debaty, w której wziął udział Erik Tabery, redaktor naczelny tygodnika Respket. Całą rozmowę można obejrzeć tutaj

Retoryczne salto mortale, stawiające w jednym szeregu Tomáša Halíka, czeski magazyn młodej lewicy oraz Tomasza Terlikowskiego, jest na tyle osobliwe, że warte jest kilku słów komentarza.

W tekście Darka Jedzoka próżno szukać linka do artykułu z dwutygodnika A2, któremu autor poświęca tyle uwagi. To szkoda, bo wówczas zbędnym byłoby następujące dementi: wspomniany artykuł opublikowano w dzienniku A2larm i chodzi o przekład tekstu Richarda Seymoura, który ukazał się w USA w magazynie Jacobin. Jeśli przedruk artykułu jest dla Jedzoka oznaką przyjęcia retoryki europejskich talibów, to warto się zastanowić, czy talibowie nie przywitaliby w swym klubie także autora powyższej sugestii.

Czytaj także:
Halík jak Terlikowski
Ksiądz Halík nie jest Charlie. Czescy publicyści krytykują duchownego

Seymour jako jeden z pierwszych zauważył, że istnieje różnica pomiędzy solidarnością z zaatakowanymi dziennikarzami, a solidarnością z tygodnikiem Charlie Hebdo. Nie dość podkreślać, że zabójstw dziennikarzy nie da się niczym usprawiedliwić. To nie oznacza, że powinniśmy zatkać sobie usta, bo każde „ale” na temat Charlie Hebdo stawia nas po stronie morderców. Seymour, a następnie inni lewicowi publicyści, argumentuje, że sposób, w jaki tygodnik czasem przedstawiał muzułmanów, był po prostu rasistowski i naznaczony orientalizmem. Można z tym oczywiście polemizować. Ani autor, ani redakcja magazynu A2 nie przerzuca jednak ciężaru problemu ataków na stronę „rasistowskiego sekularyzmu”, jak sugeruje Jedzok przeinaczając nieco sens artykułu Seymoura. Ten podkreśla, że „ani nie powinniśmy brać udziału w reakcji aparatu państwowego przeciw muzułmanom, ani w ideologicznej szarży w obronie fetyszyzowanego, rasistowskiego «sekularyzmu», ani ulegać szantażowi, który zmusza nas do solidarności z rasistowską instytucją”. Zatem to nie sekularyzm jako taki, lecz „sekularyzm” w stylu Charlie Hebdo został przez niego ujęty w cudzysłów. Dlaczego?

Kanadyjski dziennikarz Jeet Heer, mimo że nie zgadza się na przypinanie satyrycznemu tygodnikowi łatki rasizmu, trafnie zauważa, że atakowanie potężnych jest czymś szlachetnym, ale wyśmiewanie słabych zasługuje na pogardę. Argumenty, które w ostatnich dniach wysunęli niektórzy lewicowi publicyści, zwracają uwagę na sytuację społecznego wykluczenia muzułmańskich imigrantów we Francji. Z pewnością mamy prawo do krytyki i wyśmiewania jakiejkolwiek religii, a zwłaszcza fundamentalizmu. Niemniej, jak podkreśla na przykład Tomasz Chabinka, krytyka polegająca na wyszydzaniu grupy podporządkowanej, jaką we Francji niewątpliwie są imigranci wyznający islam, jest tania i nie przynosi żadnych efektów. „Tania, gdyż nie uderza w interesy żadnej grupy, która byłaby uprzywilejowana w społeczeństwie, którego dotyczy. Nie jest nawet antyklerykalna  – zamiast bezpośrednio w cynizm i obłudę imamów, uderza też w podzielane przez wielu zwykłych wyznawców religijne tabu (na przykład zakaz portretowania proroka Mahometa)”. Nie dość podkreślać, że powyższe słowa nijak nie usprawiedliwiają tragicznych wydarzeń związanych z Charlie Hebdo. Nie widzę jednocześnie powodu, dlaczego Seymour lub ktokolwiek inny nie mógłby stawiać pytań o szerszy, społeczny kontekst funkcjonowania francuskiego tygodnika – obojętne, jeśli nazwiemy którąś z opublikowanych karykatur rasistowską, czy nie.

Trzeba mieć sporą dawkę osobistej antypatii do Tomáša Halíka, by w tym kontekście porównać go do Tomasza Terlikowskiego, sugerując zarazem, że ubiera czarną kominiarkę napastników na redakcję Charlie Hebdo. Halík w swym artykule pisze coś zgoła przeciwnego: „W pełni solidaryzuję się z wszystkimi, którzy potępiają jakiekolwiek akty przemocy i nietolerancji; morderstw nie da się usprawiedliwić. […] Absolutnie nie godzę się na przemoc i w żaden sposób nie chcę umniejszać czy usprawiedliwiać winy morderców, bo nie da się jej usprawiedliwić”. Niestety, Jedzok z zaciekłością godną lepszej sprawy od kilku lat udowadnia, że „czeski Tischner” jest byłym komunistycznym agentem, który następnie stał się agentem katotalibanu. Każdy, kto choćby raz trzymał w ręce którąś z książek Halíka (wątpię, że do tej grupy należy Jedzok) albo uczestniczył w jego wykładzie na Uniwersytecie Karola, może ocenić zasadność tego typu twierdzeń. W tym kontekście zeszłoroczne przyznanie czeskiemu teologowi Nagrody Templetona może wyglądać jak nieomal osobista tragedia zaolziańskiego publicysty. Nie chcę przez to powiedzieć, że Jedzok jest skończonym idiotą albo że u Halíka nie znajdziemy opinii, którą warto byłoby krytykować. Dziwi mnie po prostu retoryczne salto mortale oraz zapalczywość, z jaką postanowił przedstawić skądinąd ciekawą dyskusję na temat Charlie Hebdo, która przetoczyła się w czeskich mediach.

W jednej sprawie Jedzok dokonuje manipulacji. Dość nieprecyzyjnie relacjonuje, że Halík „powiedział w komentarzu do wcześniejszych zamachów w Holandii, że zamordowani «prowokatorzy» sami byli zepsutymi nihilistami, którzy zazdrościli muzułmanom, że ci przynajmniej w coś wierzą”. Podaje przy tym linka do zrzutu ekranu, na którym widnieje kilka linijek zapisu wypowiedzi czeskiego filozofa. Wyrywając parę linijek z zapisu radiowej wypowiedzi (na dodatek nieautoryzowanej), Jedzok stara się udowodnić z góry przyjętą tezę na temat Halíka, że zdaniem tego ostatniego dziennikarze z Charlie Hebdo w pewnym sensie zasłużyli na śmierć. I ponownie, próżno w tekście publicysty z Zaolzia szukać linka do całości wypowiedzi czeskiego profesora. Gdyby Jedzok zamieścił taki odnośnik, stałoby się oczywistym, że Halík w cytowanym miejscu krytykuje antyislamską prawicę z holenderskim populistą Geertem Wildersem na czele. Przytoczone sformułowanie „zepsuci nihiliści” nawet nie pojawia się w jego wypowiedzi. Halík mówi natomiast, że antyislamscy populiści, tacy jak Wilders, „perfidnie wykorzystują takie uprzedzenia i strach w celu zbicia własnego politycznego kapitału”. Jakiej pokrętnej logiki musiał użyć Jedzok, by na podstawie cytatu z powyższej wypowiedzi oraz artykułu z Lidových novin przypisywać Halíkowi twierdzenie, że francuscy rysownicy w pewnym sesnie zasłużyli na swój los! Jakiej logiki trzeba było użyć, by znawcę islamu i krytyka antyislamskiego populizmu nazwać eurotalibem?!

Nie będę jednak mówił w imieniu Tomáša Halíka – na portalu Novinka.pl jego artykuł z Lidových novin streściła już Olga Bogdan, a polski przekład tekstu (niestety nieco skrócony) ukazał się w dzisiejszym weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej. Zastanawia mnie jedynie następująca kwestia: skoro w Czechach doczekaliśmy się kilku przykładów konstruktywnej krytyki stanowiska Halíka, a nawet debaty telewizyjnej dwóch najważniejszych uczestników polemiki, czemu miała służyć polemika Darka Jedzoka, którą za konstruktywną uznać raczej nie sposób? Halík na końcu tekstu wyraża obawę, by jego głos mimo woli nie współbrzmiał z głosami faszyzującej prawicy. Następnie dodaje, że mimo wszystko wierzy w inteligencję czytelników. Przyznam, że tym razem okazał się nazbyt łatwowierny.

[Krzysztof Kołek]

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress