Stara Szkoła stawia na oldschool [Rozmowa z Mirosławem Śmigielskim]

Mirosław Śmigielski jest tłumaczem i redaktorem | fot. archiwum prywatne

Powstało nowe wydawnictwo, które za cel stawia sobie m.in. promocję czeskiej prozy w Polsce. 27 stycznia premierę miała książka Evžena Bočka „Ostatnią arystokratką”. Jeszcze w tym roku nakładem Starej Szkoły ukaże się powieść Martina Reinera „Lucynka, Macoszka i ja” oraz „Siekiera” Ludvíka Vaculíka. Rozmawiamy z Mirosławem Śmigielskim – sprawcą całego zamieszania, tłumaczem, redaktorem, a w przeszłości redaktorem naczelnym magazynu „Pan Slawista”.

Łukasz Grzesiczak: Czeskie Klimaty, Wydawnictwo Afera… Jest jeszcze miejsce na polskim rynku książki dla kolejnego małego wydawnictwa specjalizującego się w literaturze czeskiej?

Mirosław Śmigielski: Myślę, że nie powinno się tak do tego podchodzić. Literaturę czeską wydają też inne wydawnictwa, podobnie zresztą wygląda to w przypadku wszystkich znaczących literatur światowych. Ponadto kraj pochodzenia czy język oryginału to według mnie zbyt mało, by określić książki, które planujemy wydać. Nie można moim zdaniem również myśleć, że to, że inne wydawnictwo nie wydaje np. Vaculíka, ale innego czeskiego autora, oznacza brak możliwości wydania książek Vaculíka, bo też jest Czechem. Nie chcę, żeby książki Starej Szkoły były postrzegane wyłącznie przez pryzmat czeskości. W Czechach jest dużo dobrych i dużo kiepskich książek – jak wszędzie.

Nie planujemy ograniczać się do czeskich książek, choć na razie tak wyszło. Celem Starej Szkoły jest po prostu wydawanie dobrych książek – książek, które nas kształtowały, wniosły coś do naszego życia i którym jesteśmy coś winni – lub po prostu książek, które uważamy za warte przekazania dalej. A w przyszłości – zobaczymy. Mamy kilka planów.

Czym zatem ma być Stara Szkoła? Skąd wzięła się nazwa?

Podoba się nam idea starej szkoły jako sposobu na życie – reguł zachowania czy zasad komunikacji. Lecz jest w tej nazwie zawarta również pewna oldschoolowość z innego wymiaru. Myślę, że nasz logotyp dobrze oddaje tę dwoistość.

Rodzina Kostków powraca z Ameryki do Czech, by przejąć dawną siedzibę rodu – zamek Kostka. W zamku zastają dotychczasowych pracowników: kasztelana, ogrodnika oraz kucharkę. Jak nowi właściciele poradzą sobie w nowej rzeczywistości? Jak odnajdą się w rolach dotychczas nieodgrywanych? Książka „Ostatnia arystokratka” Evžena Bočka ukazała się nakładem wydawnictwa Stara Szkoła pod patronatem Novinka.pl.

Jakie ma Pan plany wydawnicze na najbliższy rok?

Przede wszystkim nie są to moje, a nasze plany – plany Starej Szkoły, w której moja rola jest chyba najmniejsza, ponieważ tylko odświeżyłem stare przekłady. Nie chciałbym, żeby praca sześciu osób wyglądała jak one man show. To wszystko nie byłoby możliwe na przykład bez Ewy Żak, która zajęła się redakcją i promocją książki. Mamy też genialnego grafika, którego chyba zesłała nam jakaś siła wyższa.

Zaczęliśmy „Ostatnią arystokratką”, jej premiera miała miejsce 27 stycznia. Jest to najśmieszniejsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem, a czytaniem zajmuję się już ćwierć wieku. Oczywiście poczucie humoru jest sprawą względną, natomiast 70 000 sprzedanych egzemplarzy i nagroda dla najzabawniejszej książki roku pozwala mi wierzyć, że tekst rozbawił nie tylko mnie.

W kwietniu lub w maju planujemy wydać powieść Martina Reinera „Lucynka, Macoszka i ja”. Jest to również wyjątkowy tekst – wielowątkowa i wielowymiarowa powieść poruszająca bardzo poważne kwestie, ale w przebraniu lekkiej formy, a przy tym wręcz chirurgicznie precyzyjna, jeśli pozwoli Pan, że sięgnę po ten niezbyt literacki zwrot. Zresztą Martin Reiner to moje wielkie odkrycie – tłumaczyliśmy jego felietony już wiele lat temu, a dziś jest on najbardziej pożądanym czeskim pisarzem, laureatem nagrody J. Škvoreckiego i zwycięzcą ankiety „Lidových novin”. Warto wspomnieć, że ankietę wygrał z niespotykaną wcześniej przewagą. Jesienią planujemy wydanie „Siekiery” Ludvíka Vaculíka. Genialny tekst. A zimą – może uda się nam sprawić małą niespodziankę.

Czy Stara Szkoła będzie wydawać książki tylko w Pańskich tłumaczeniach?

Nie sądzę. Teraz akurat tak się złożyło, że większość tekstów jest prawie gotowa, większość pracy wykonałem przed laty, kiedy planowaliśmy wydanie tych tekstów.

Jaki jest pomysł biznesowy Starej Szkoły? Jak książki będą dystrybuowane? Planują Państwo udział w imprezach branżowych lub sprowadzanie Autorów książek do Polski?

Nie będę udawał, że początkujące wydawnictwo jest łakomym kąskiem dla dystrybutorów, ponieważ oczywiście tak nie jest. Jest to w pełni logiczne i zasada ta nie dotyczy wyłącznie rynku księgarskiego. Na wszystko potrzeba czasu, ale pracujemy nad różnymi rozwiązaniami. Obecnie najłatwiej kupić nasze książki na www.stara-szkola.com i oczywiście zachęcam do korzystania z tej opcji. Dostępne są jeszcze ostatnie egzemplarze „Bajki o Raszku” Oty Pavla – jego ostatniej i bez wątpienia najdojrzalszej powieści. Dosłownie za kilka chwil spodziewamy się naszej książki również w kilku księgarniach tradycyjnych i internetowych.

Zależy nam na tym, żeby zrobić coś dobrego – mam tu na myśli zarówno wartość artystyczną, jak i prawdziwe dobro. Wiem, że to brzmi trochę jak z bajki, no ale – dlaczego nie? Ludvík Vaculík pisze w „Siekierze”, że człowiek powinien robić dobre rzeczy, kiedy jest młody, póki jeszcze choć trochę mu się chce. Myślę, że wydanie na przykład „Siekiery” czy „Lucynki” to będzie dobry uczynek literacki.

Nie jest Pan debiutantem na polskim rynku wydawniczym. Przez kilka lat był Pan wydawcą magazynu Pan Slawista, którego nakładem ukazały się także dwie czeskie książki. Projekt ten został zwieszony, dlaczego? Skąd decyzja o powrocie?

Cieszę się, że Pan o tym wspomina, ponieważ trochę się obawiam, że młodsi miłośnicy literatury mogliby pomyśleć, że nasze wydawnictwo ukradło komuś pomysł. A to nie tak. Działaliśmy intensywnie przez kilka lat, zrobiliśmy mnóstwo dużo ciekawych wywiadów i mam nadzieję, że przybliżyliśmy polskim czytelnikom literaturę czeską jeszcze bardziej. Nasza strona internetowa miała statystyki odwiedzin, o których na początku nawet nie marzyliśmy. Wydaliśmy „Świnki morskie” Vaculíka, które były recenzowane w najważniejszych gazetach. To było naprawdę niesamowicie miłe i dawało dużo energii do pracy, ale w pewnym momencie musieliśmy po prostu skupić się na innych kwestiach. Bardzo wiele czynników złożyło się na tamtą decyzję. Jednak te książki, które kiedyś przetłumaczyłem, nie dawały nam spokoju. Moim zdaniem nie zasługują na to, żeby je po prostu skasować.

Rozmawiał Łukasz Grzesiczak

Mirosław Śmigielski – (1982) studiował bohemistykę na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Uniwersytecie Masaryka w Brnie, w latach 2008-2010 redaktor naczelny czasopisma literackiego „Pan Slawista”, przełożył m.in. teksty Ludvíka Vaculíka („Świnki morskie”), Oty Pavla („Bajka o Raszku”) oraz Bohumila Hrabala (opowiadania).

Czytaj także:
Uciekam od stereotypów. Z Mirosławem Śmigielskim – redaktorem naczelnym magazynu „Pan Slawista” – rozmawia Łukasz Grzesiczak
Ota Pavel „Bajka o Raszku” [recenzja]

Podoba Ci się co robimy? Zostań z nami!

Lubisz obrazki? Śledź nas na Instagramie.
140 znaków wystarczy? Jesteśmy na Twitterze
Chcesz wiedzieć z pierwszej ręki? Lubisz dyskusję? Obserwuj prywatny profil Łukasza Grzesiczaka na Facebooku.
Novinka.pl ma też swój oficjalny profil na Facebooku

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress