Sieroty po Schengen czyli Andrzej Stasiuk czeka na Turka [z notatnika recenzenta książkowego]

Andrzeja Stasiuka poznajemy w nowej roli – dramaturga. Czekając na Turka to sztuka napisana w ramach europejskiego projektu teatralnego Instytutu Goethego „After the Fall – Europe After 1989”. Jej premiera, w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, miała miejsce w czerwcu bieżącego roku w Teatrze Starym w Krakowie. Dokładność kronikarza wymaga, by wspomnieć, że nie zebrała najlepszych recenzji.

Książka z tekstem dramatu w językach polskim i niemieckim ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne. Akcja sztuki toczy się w Przełęczy Dujawa w łańcuchu Beskidu Niskiego, na granicy polsko-słowackiej, po tym jak lokalni dygnitarze w świetle fleszy lokalnych fotoreporterów uroczyście zniszczyli szlaban graniczny tuż po wejściu Polski i Słowacji do strefy Schengen.

Stasiuk portretuje lokalnych mieszkańców wsi: „Jesteśmy sierotami szengeńskimi. Jesteśmy martwi. Słychać nasze głosy, ale nie wykonujemy żadnych uczynków, ponieważ nie ma już granic. Jesteśmy martwi i słychać tylko nasz śpiew, nasz szengeński lament, nasz sierocy chór. W tym bezgranicznym świecie nasze życie niewarte jest nic i znaczy tyle, co towar, na który nie ma cła. Tyle, co towar, na który nie ma cła”. Sieroty czekają na Turka. Nie jest to czekanie na Godota, bo w dramacie Stasiuka, podobnie jak w książce Michala Viewegha Cudowne życie pod psem, gość przybywa.

Oczekiwanym gościem jest Pani Salamina, trzydziestoletnia tleniona Turczynka, która planuje zarobić wielkie pieniądze na realizacji projektu „Rozbójnicy na granicy”. Na byłej granicy ma powstać park tematyczny „Przejście graniczne w dawnej Europie Wschodniej”. Niestety, z wiadomych przyczyn nie można takiego projektu zrealizować przy granicy rosyjskiej, na szczęście jednak jest strefa Schengen. Wszystko ma być tak jak kiedyś: druty, psy, rewizje, strzelanina, tortury i tak dalej. Być może powstanie klimat niczym z powieści Wierny Rusłan Gieorgija Władimowa? Czy będzie tak na pewno? Nie jest to jeszcze przesądzone. Pani Salamina wśród przemytników i osób, które na granicy „zjadły zęby”, poszukuje doradców, by wszystko było jak należy i nie odstępowało od pierwowzoru. Przeszkodą mogą okazać się różnice kulturowe. Turczynka nie może zrozumieć, że „my, Słowianie, tak mamy – jak się napijemy, to stygniemy”. Dochodzą jeszcze tutejsze stereotypy: „z Cyganem można żyć, tylko trzeba uważać… Z każdym można, uważając… Z każdym, ale nie z Turkiem… Jak na Turka będziesz uważał od rana do wieczora…?”.

Z dramatu Stasiuka dociera do nas dobitnie to, co być może znamy już z jego wcześniejszych tekstów czy na przykład z rewelacyjnej Deklaracji celnej Bory Ćosicia: świat bez pieczątek wbijanych do paszportów przy każdym przekroczeniu granicy, choć pełen wolnościowych ideałów, wydaje się uboższy i nudniejszy. Homogenizacja kultury sprawiła, że – jak przekonywał Petr Pithart – „Europa Środkowa przypomina stale powiększający się parking”. Kofolę, Zlatego Bažanta i Smädnego Mnícha wypiera Carlsberg i coca-cola. Idealnym miejscem do życia jest Londyn – ogromna wielokulturowa metropolia, a nie niewielka Bratysława. Chociaż często słychać, że nasza Europa Środkowa długo jeszcze nie stanie się nudnym miejscem, to Czekając na Turka sprawia, że coraz trudniej w to uwierzyć.

Czy więc z tej perspektywy to dobrze, że tuż za miedzą znajduje się – ciągle odgrodzona najprawdziwszymi szlabanami – Europa Wschodnia? To chyba przesada. Smutek i znudzenie pisarza to jedno, a rzeczywisty los milionów Ukraińców i Białorusinów, to zupełnie coś innego.

[Łukasz Grzesiczak]

Andrzej Stasiuk, „Czekając na Turka/Warten auf den Türken”, na niemiecki przełożył Olaf Kühl, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007.

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress