Przed 15 laty zmarł Bohumil Hrabal

„Nigdy, nawet we śnie, nie przyszła mi do głowy chęć zmiany wydarzeń politycznych, których byłem świadkiem. Nigdy nie życzyłem sobie zmieniać ani języka, ani świata, gdy cytowałem Marksa, gdy cytowałem Rimbauda, gdy cytowałem Mallarmégo, wtedy zawsze chciałem zmienić sam siebie, tego, którego miałem na wyciągnięcie ręki, siebie samego. Dlatego uważam się za świadka, a nie za wyrzut sumienia epoki, do tego nigdy nie byłem powołany, ponieważ od dzieciństwa przepełniał mnie podziw wobec rzeczywistości, której nie stworzyłem, która istniała wcześniej niż ja – ten, który nie pragnął niczego więcej niż pokazać jej odbicie, bo tyle piękna miały dla mnie nawet najstraszniejsze wydarzenia” – tak pisał o sobie Bohumil Hrabal. Właśnie mija 15 rocznica jego śmierci.

fot.: ściana w miejscu gdzie stał dom Hrabala (ul. Na Hrázi 24, Praga)

Największą – także międzynarodową – sławę przyniosła mu powieść „Pociągi pod specjalnym nadzorem” zekranizowana przez Jiri Menzla oraz „Zbyt głośna samotność” – antyutopia o świecie, w którym książki i filozofia przestają być potrzebne. Ale wielu – jak to bywa w przypadku największych pisarzy – nie podziela tego poglądu i wskazuje swoje ulubione utwory. Jak choćby genialne i pełne erudycji „Listy do Kwiecienki” – amerykańskiej slawistki April Clifford, w których Hrabal być może przewiduje swoje samobójstwo. Albo „Auteczko” – krótkie opowiadanie poświęcone kochanym przez Hrabala kotom (pisarz opiekował się nimi w wiejskim domku, do którego z Pragi jeździł swoim Renault 5). No i wreszcie „Czuły barbarzyńca”, w którym czeski pisarz sportretował swych przyjaciół grafika Vladimira Boudnika oraz poetę i filozofa Egona Bondego.

Nazywał siebie złodziejem cudzych historii. Potrafił godzinami słuchać w knajpianych opowieści, a potem przekształcać je we właściwy sobie pisarski styl, który charakteryzowały zdania wielokrotnie złożone i miłość do anegdoty. Milan Kundera wspominał jak spędził z nim kilka dni pijąc piwo w knajpie. Hrabal ciągle opowiadał tą samą historię, za każdym razem jednak zmieniał zakończenie.

Zginął 3 lutego 1997 r., kiedy to wypadł z okna piątego piętra szpitalu na praskiej Bulovce. W jego prozie obsesyjnie pojawiał się wątek samobójstwa. Do dziś nie wiadomo, czy popełnił samobójstwo, czy też nieuważnie karmił swoje ukochane gołębie. 10 lat później umarł jego przyjaciel, jeden z założycieli czeskiego undergroundu, Egon Bondy. Czeskie serwisy podały informację, że Bondy zmarł w łóżku w swoim mieszkaniu w Bratysławie, do której przeprowadził się z Pragi, jak twierdzą niektórzy, w proteście przeciwko podziałowi Czechosłowacji w 1993 roku. Inni przekonują, że Bondy, który współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa przeprowadził się na Słowację, gdzie nie obowiązywała restrykcyjna ustawa lustracyjna. W momencie śmierci nie miało to większego znaczenia, jego pidżama zapaliła się ponoć od papierosa, kiedy zasnął. Žižkov, praska dzielnica robotnicza, która przez lata była schronieniem dla Hrabala i jego przyjaciół, stała się obowiązkowym elementem zorganizowanych weekendowych wycieczek. Tak zakończyła się jedna z najciekawszych być może epok czeskiej literatury.

Łukasz Grzesiczak

 

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress