Na Słowacji mogą wygrać nacjonaliści

Andrej Kiska (z lewej) i Robert Fico podczas debaty wyborczej | fot. youtube.com

Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich na Słowacji pokazują osłabienie Roberta Ficy i jego partii Smer. A słaby Fico może być paliwem do odrodzenia partii skrajnie nacjonalistycznych

Słowackie wybory prezydenckie przeszły w Polsce bez echa. Zresztą nie tylko u nas. Słowacki dziennik „Sme” w dzień wyborów (15 marca) opublikował tekst o zainteresowaniu zagranicznych mediów tym wydarzeniem. Okazało się, że media (nawet u słowackich sąsiadów, czyli w Polsce, Czechach, Austrii czy Węgrach, nie mówiąc już o Ukrainie) nie zawracały sobie głowy słowacką kampanią wyborczą. Miało być nudno i przewidywalnie. Urzędujący słowacki premier Robert Fico był absolutnym faworytem. Jeszcze dwa tygodnie przed pierwszą turą sondaże dawały mu nawet 40 proc. poparcia. Zdawało się, że konkurentów dzieliło od niego nie mniej niż 20 punktów procentowych.

Zagraniczna telewizja pojawiła się w sztabie Roberta Ficy w centrali partii Smer przy ulicy Súmračnej 25 w Bratysławie dopiero tuż po północy, kiedy cząstkowe wyniki z poszczególnych komisji wyborczych zaczęły zapowiadać niespodziankę. Robert Fico zdobył 28 procent głosów i w drugiej turze spotka się z milionerem i filantropem, Andrejem Kiską, na którego zagłosowało 24 procent wyborców. Za dwa tygodnie, podczas drugiej tury, słowackie wybory przestaną być lokalnym wydarzeniem politycznym, a ich wynik może mieć konsekwencje dla całego regionu.

Tajemnicą pozostanie, dlaczego Robert Fico wziął udział w tym wyścigu. Do niedawna wydawał się absolutnym gigantem słowackiej polityki. W 2012 roku wrócił na fotel premiera. Jego partia, socjaldemokratyczny Smer, zdobyła w wyborach poparcie prawie 45 proc. głosujących (ponad 1,1 mln wyborców), co przełożyło się na 83 mandaty w 150-miejscowym parlamencie. Ficy brakowało siedmiu deputowanych do uzyskania większości konstytucyjnej, pozwalającej zmienić ustawę zasadniczą. Dwie trzecie głosów zdobytych przez Smer Słowacy oddali wtedy bezpośrednio na przyszłego premiera. Dlatego podejmując decyzję o starcie w wyborach prezydenckich, musiał zdawać sobie sprawę, że wygrywając ten wyścig i opuszczając fotel premiera, osłabiłby partię, w której trudno było znaleźć polityka podobnego formatu.
Oczywiście, nikt wówczas nie zakładał scenariusza innego niż zwycięstwo. Dziś porażka Ficy zdaje się być coraz bardziej realna.

Słowacki premier nie ma dobrej prasy wśród liberalnych elit. Chociaż w zeszłym roku, podczas XXIII Forum Ekonomicznego w Krynicy, odebrał tytuł Człowieka Roku 2012 w Europie Środkowej, na Słowacji często nazywany jest populistą. Krytycy zwracają uwagę, że premier, który publicznie przekonuje, że „nie jest ważne czy kot jest biały lub czarny, ważne, że łapie myszy” przy ujawnianiu swoich poglądów wije się niczym piskorz, a polityczne przekonania zmienia niczym kameleon. Media nie mogą darować mu projektów uchwał, zakładających kaganiec na wolność wypowiedzi, czy braku oporów przed wejściem w 2006 roku w koalicję z ugrupowaniem znanego z autorytarnych zapędów Vladimíra Mečiara i skrajnie nacjonalistyczną Słowacką Partią Narodową Jána Sloty.

Przed drugą turą wyborów część słowackich elit widzi w pojedynku pomiędzy Robertem Ficem a Andrejem Kiską niedawny czeski wybór pomiędzy Milošem Zemanem a Karlem Schwarzenbergiem: między technokratycznym, zapatrzonym we władzę populistą, a ideowym demokratą. Ten dychotomiczny podział jest, oczywiście, mocno umowny i nadzwyczaj przesadzony, także dlatego, że poglądy 50-letniego Andreja Kiski, który nigdy nie był członkiem żadnej partii politycznej, mogą być – co najwyżej – obiektem domysłów.

Pytanie, kto wygra 29 marca w drugiej turze wyborów prezydenckich na Słowacji, nie powinno zawracać nam głowy. Po pierwsze, dla Polski i regionu nie ma to większego znaczenia. Po drugie, przed nami dwutygodniowa kampania wyborcza, która wiele może jeszcze zmienić. Robert Fico przekonuje, że ze względu na paskudną sobotnią pogodę jego wyborcy zostali w domu. Ma też nadzieję na ich lepszą mobilizację za dwa tygodnie (frekwencja wyniosła 43,4 procent). Zwolennicy jego kontrkandydata przekonują, że szanse Andreja Kiski rosną. Spodziewają się też, że przed drugą turą większość kandydatów „przeniesie” swoje głosy przeciw Ficy, czyli na Kiskę.

Najistotniejsze dla nas jest jednak pytanie, kto przegra. Niewątpliwie, obserwujemy osłabienie Roberta Ficy i jego partii Smer. Słowacki premier, mimo, że sam gra niekiedy na nutach nacjonalistycznych, jest jednak politykiem umiarkowanym i proeuropejskim. Słowacja jest dziś członkiem strefy euro i wypełnienie wynikających z tego faktu obowiązków jest jednym z priorytetów obecnego rządu. Osłabienie Roberta Ficy może być pożywką dla słowackich polityków o nastawieniu skrajnie prawicowym i nacjonalistycznym. Takich jak Marian Kotleba, lider Partii Ludowej Nasza Słowacja, który został niedawno wybrany w wyborach powszechnych na wojewodę (župana) w okręgu Bańska Bystrzyca. Niedobrze, gdyby walka prawicy z Robertem Fico, w imię wojny z populizmem oddała ją w ramiona nacjonalistów.

Łukasz Grzesiczak

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress