Mleko od muchy, czyli czeskie płyty 2016 roku

Midi Lidi

Midi Lidi to już weterani czeskiej sceny muzyki elektronicznej, ale na nową płytę, która ukazała się w 2016 roku, kazali fanom czekać 5 lat | fot. okładka płyty

W ubiegłym roku wytwórnia Supraphon wydała dwupłytowy album podsumowujący karierę pewnego piosenkarza – Karel Gott „40 Slavíků”. Teresa Drozda (twórczyni Czeskiego kousku – jedynej w polskim eterze, już nienadawanej, audycji z czeską muzyką) wśród swoich płyt roku umieściła jedno zeszłoroczne wydawnictwo – „Ultimate Nothing” – ośmiopłytowy box z zebranymi utworami pieśniarza Oldřicha Janoty. Ale w 2016 r. ukazywała się w Czechach także nowa muzyka. Dobra i różnorodna. Poniższe zestawienie tworzyłem zaglądając do podsumowań pojawiających się w czeskich mediach, więc jest tylko trochę subiektywne. Kolejność alfabetyczna.

dné „These Semi Feelings, They Are Everywhere” (Majestic Casual) [link]

Ukrywający się pod nazwą dné praski producent Ondřej Holý porównał kiedyś swoją muzykę do filmowej sceny, w której Reese Witherspoon biegnie przez lotnisko, aby powiedzieć Markowi Ruffalo, że go naprawdę kocha (wywiad dla magazynu Full Moon z 2013 r.). Ten cytat nie tylko dobrze oddaje filmowy charakter tej twórczości, ale i zdradza światowe ambicje twórcy – płytę wydała wytwórnia ze Stuttgartu. Mógł przecież wymienić Ivana Trojana i Zuzanę Šulajovą.

Houpací koně „Kde jste mý přátelé dneska v noci” (Yannick South) [link]

Kilka lat temu Jiří Imlauf – lider zespołu z Uścia nad Łabą (najpiękniejszego z brzydkich miast, jak je sam nazywa) wydał tomik „Zlatý časy se končí”, ze swoimi tekstami piosenek. We wstępie książki zdradził, że zakładając zespół kochał: The Cure, Dinosaura Jr., Pixies, Sonic Youth, Mertę, Janotę i Nohavicę. Czy coś z tych inspiracji słychać na nowej płycie? Nie za dużo. Słyszymy to do czego dążył Kolumb. Indie. Album nie jest tak przebojowy, jak poprzedni „Everest”, ale zyskuje przy kolejnych przesłuchaniach.

Iva Bittová i Čikori „At home” (Pavian Records)

Nowa płyta legendarnej pieśniarki ukazała się w grudniu, może dlatego nie trafiła do zestawień, ale trzeba o niej wspomnieć. Swoją poetyką i brzmieniem nawiązuje do słynnego albumu „Bílé inferno” z 1997 r. To dziewięć cudownie lekkich kompozycji, w których z użyciem jazzowego instrumentarium (na trąbce znany z Quintetu Wojtka Mazolewskiego Oskar Török), w troszkę podszytej ludowością formie, udało się oddać nieskręp’owaną domową atmosferę, w jakiej powstawały.

W 2016 r. swoje nowe płyty pokazały światu również dwie inne ważne piosenkarki: Marta Kubišová („Soul to covery” np. Arethy Franklin i Diany Ross, ale po czesku) oraz Hana Zagorová (utwory na płytę „O Lásce” pisało młodsze pokolenie czeskiego popu m.in.: Radůza, Michal Hrůza, czy też Márdi z grupy Vypsaná fixa). Ale ja w tym miejscu wykorzystam okazję, żeby zwrócić uwagę na inne wydawnictwo. Lucie Krpalová własnym nakładem, przy finansowym wsparciu fanów, wydała pod szyldem Prune album „Kruhy”, a aranżacyjną perełkę zrobił z niego Martin Kyšperský (dla niego 2016 r. to solowa płyta „Vlakem” oraz winyl macierzystej grupy Květy „Copak můžu svojí milý mámě říct” z utworami zespołu Psí vojáci).

Katarzia „Agnostika” (Slnko Records)

Katarína Kubošiová, czyli Katarzia, co prawda pochodzi ze słowackiej Nitry, ale od jakiegoś czasu mieszka w Pradze i zyskuje coraz większą popularność u obu naszych południowych sąsiadów. Swoją drugą płytą opuszcza kategorię „dziewczyna z gitarą”, choć to w tym wydaniu podbijała czesko-słowacką publiczność kilka lat temu. Katarzia na „Agnostice” ma swój zespół i nie waha się wykorzystywać elektronikę, ale nadal pisze refleksyjne, i dowcipne, teksty o relacjach w czasach mediów społecznościowych. Jak w tej piosence o przeprowadzkach.

Przy tej okazji chcę napomknąć, że miniony rok to także płyta „Divoko”, czyli nowe wydawnictwo założycieli wytwórni Slnko – grupy Longital. W 2014 r. dołączył do niej pianista i perkusista Marian Slavka, a brzmienie i energia zespołu zdecydowanie na tym transferze zyskały.

Kovadlina „Životy těch druhých” (Damage Done)

Debiut hardcore punkowców z Pragi, chociaż zespół jest w linii prostej spadkobiercą zespołu Hanba. Krótko, szybko i na temat. Melodie są? Są. Zaangażowane teksty? I owszem. A dla tych, którzy po „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” są miłośnikami recytatorskich talentów Miroslava Krobota jest zamykający album utwór „Životy nás samých” (aktor 24 lutego w kinach w „Pokocie” Agnieszki Holland).

Midi Lidi „Give Masterpiece a Chance” (X Production)

Midi Lidi to już weterani czeskiej sceny muzyki elektronicznej, ale na nową płytę kazali fanom czekać 5 lat. W tym czasie w ich muzyce pojawiło się więcej żywych instrumentów i… dalej jest ona pozytywna i wesoła. To samo można powiedzieć o pisanych z humorem tekstach. Sam zespół na swoim profilu w serwisie Bandcamp deklaruje, że „wszystkie teksty są o czymś”, a dziennikarze nie mają wątpliwości, że to „egzystencjalne elektro”. Pójdźmy więc za radą Midi Lidi i „zróbmy z duszy przyjemny hotelik, do którego można kogoś zaprosić”. Pomoże nam „Lux”, czyli odkurzacz.

Mucha „Nána” (Indies Happy Trails)

Tej płyty nie znalazłem w podsumowaniach, ale uznałem, że obraz byłby uboższy, gdybym o niej nie napisał. No i nie miałbym tytułu. To właśnie Mucha zbierając datki na dokończenie płyty na jednym z portali crowdfundingowych oferowała donatorom „mleko Muchy” (2500 koron za 1dcl.). Nikola Muchová częściej krzyczy niż śpiewa, gra na gitarze… no gra, jest wulgarna i pyskata. Nie zostawia suchej nitki na hipsterach, maminsynkach, podstarzałych donżuanach, słowackim popie. Parodiuje czeskiego barda (Jan Nedvěd), rockowych idoli (grupa Lucie) i kilka języków.

Priessnitz „Beztíže” (Supraphon)

Pierwszy od 10 lat i zarazem definitywnie ostatni, jak deklarują muzycy, album kultowej, rockowej grupy z Jesionika. Brzmienie zespołu zostało wzbogacone o trąbkę Lukáša Morávka, natomiast teksty są nostalgicznym powrotem do „miejsca, gdzie wszystko się zaczęło”. Jaromír Švejdík aka Jaromír 99 ma co robić – w 2016 r. wydał komiks „Zátopek …když nemůžeš, tak přidej!”, ale wyprzedana grudniowa trasa koncertowa świadczy o tym, że fani Priessnitz tak łatwo ich na emeryturę nie puszczą. Na pierwszym miejscu w podsumowaniu dziennikarzy magazynu Full Moon.

Tomáš Palucha „Guru” (Silver Rocket) [link]

Tomáš Palucha to duet dwóch gitarzystów: Jana Tomáša i Libora Paluchy, ale na ostatniej płycie wspiera ich kilku gości, przede wszystkim perkusista Zdeňek Jurčík. W 2016 r. nie próżnowali. W marcu wydali kasetę „Kámen mudrců”, a pod koniec roku koncertową „Pleasure Zone”, ale to na „Guru” po raz pierwszy w ich muzyce pojawia się wokal, m.in głos Johna Schmersala z Caribou, choć są tam i teksty po czesku. Nie wiem, czy to dzięki temu, ale płyta została dostrzeżona przez krytyków zyskując nominację do nagród Vinyla (obok dné, Midi Lidi i elektronicznego duetu Sister/Body) oraz Apolla (wspólnie z dné, Kovadliną, popową wokalistką Lenny, hiphopowym Prago Union, Midi Lidi i indie rockowym Lazer Viking / Sabrehart). To także płyta roku według Radia Wave.

[Piotr Klijewski]

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress