Czeski język to nie jest czeski film [wywiad]

doc. Cvrcek

Doc. Václav Cvrček – absolwent Wydziału Filozoficznego UK (kierunki: język czeski i literatura oraz lingwistyka – fonetyka); obecnie szef Ústavu Českého národního korpusu; współautor wielu naukowych publikacji, takich jak: „Slovník Bohumila Hrabala“ („Słownik Bohumila Hrabala“), „Slovník komunistické totality“ („Słownik komunistycznego totalitaryzmu“), „Velký slovník rýmů“ („Wielki słownik rymów“), autor językowego bloga na stronie aktualne.cz | fot. materiał rozmówcy

Choć język czeski wielu Polakom wydaje się zabawny, ba, wręcz komiczny, warto się w niego wsłuchać. Zaskoczyć może bowiem bogactwem i różnorodnością jak najbardziej poważnych zjawisk. Jak się okazuje, język naszych sąsiadów to wcale nie jest „czeski film“. O jego kondycji, codziennych zmaganiach i wielkiej mocy native speakerów opowiada doc. Václav Cvrček, szef Ústav Českého národního korpusu (Instytut Czeskiego narodowego korpusu). Z czeskim językoznawcą rozmawia Anna Zajacová.

Anna Zajacová: Dałoby się powiedzieć, że w rzeczywistości istnieją min. dwa języki czeskie: potoczny (mówiony) i literacki. Fakt ten jest dość kłopotliwy zwłaszcza dla cudzoziemców. Chociaż mówiony język czeski ma pewne określone zasady („ej“zamiast „í/ý“, „ý“ zamiast „é“ ), wydaje się jednocześnie dość żywiołowy. Jest w ogóle możliwe, żeby Czech w języku mówionym popełnił błąd? Czy raczej dozwolone jest właściwie wszystko?

Doc. Václav Cvrček: Przekonanie o tym, że mówiony czeski nie ma żadnych zasad i dopuszcza się w nim właściwie wszystko, jest bardzo popularne wśród Czechów. W rzeczywistości bliższe prawdzie jest to, że każdy język (niezależnie od tego, czy jest, czy też nie jest językiem tzw. literackim) ma swoje reguły i nimi właśnie się kieruje. Native speakerzy takiego nieuregulowanego języka w szczegółach oczywiście różnią się od siebie, każdy ma swoje specyficzne cechy, ale ponieważ dla takiego języka nie istnieje żadna pisana, a co dopiero zobowiązująca kodyfikacja, która określałaby, co jest „właściwe“, a co „złe“, sprawia to wrażenie anarchii. Zakres różnorodności w mówionym czeskim jest większy niż w czeskim literackim, ale nie wydaje się, żeby przeszkadzało to użytkownikom języka w komunikacji.

Czy czeski mówiony zawsze jest stosowny? Są sytuacje, w których należałoby mówić literacko, czy literacko powinno się tylko pisać?

Zacznę może bardziej ogólnie: każdy środek ma w języku swoją niezastąpioną funkcję. Jeżeli do wyrażenia jakiegoś znaczenia istnieją dwa konkurujące ze sobą słowa, prawie zawsze dojdzie do ich funkcjonalnego rozróżnienia. Jeżeli rozmawiamy o czeskim potocznym i literackim – a są to jedynie zbiory takich środków i zasad ich używania – nie można o żadnym z nich powiedzieć, że zawsze jest „na miejscu”. Wręcz przeciwnie, każdy język (dialekt lub interdialekt) funkcjonuje pomyślnie tylko w konkretnych funkcjach, w innych natomiast ponosi porażkę. Tak to właśnie wygląda zarówno z potocznym, jak i literackim czeskim. Proszę sobie wyobrazić np. dialog dwóch gangsterów w filmie z czeskim dubbingiem – w takiej sytuacji literacki czeski jest po prostu nieodpowiedni. Podobnie rzecz ma się z rozmową domowników czy dobrych znajomych.

Generalnie uważam, że dobrego mówcę można poznać m. in. po tym, że jest w stanie odgadnąć, których środków użyć oraz że potrafi właściwie „zmieszać” to, co oferuje mu cały język. Wtedy nie jest ani przesadnie nieformalny czy jowialny, ani sztywny czy spięty. Jednocześnie faktem jest, że w środowisku czeskim pod wpływem preskryptywnej (tj. nakazowej) kodyfikacji, zakorzeniona jest tradycja literackiego pisemnego wystąpienia. Jednak śledząc rozwój nowych mediów (internet, sieci społecznościowe, itp.) widzimy, że i tu zaczyna przenikać potoczny sposób wyrażania się,

Gdyby cudzoziemiec chciał mówić jak prawdziwy Czech (albo raczej prażanin), może gdzieś szukać podręcznikowej formy pomocy czy jedyną opcją jest żyć między tubylcami?

Pod tym względem sytuacja się poprawia, chociaż raczej powoli. Problemem jest fakt, że fenomenu potocznego czeskiego długo unikali również czescy bohemiści. Ze względu na to, w minionych czasach były zatem do dyspozycji tylko „naukowe“opisy, np. autorstwa niedawno zmarłego amerykańskiego lingwisty Charlese Townsenda (Description of Spoken Prague Czech) lub Petra Sgalla czy Jiřího Hronka (Čeština bez příkras, Variation in Language). Systematycznie mówioną postacią języka czeskiego zaczęła zajmować się Mluvnice současné češtiny, w przygotowaniu której brałem udział. O ile jednak wiem, najnowsze podręczniki czeskiego dla obcokrajowców już inkorporują niektóre najważniejsze rysy potocznego czeskiego, a więc z czasem może pojawi się również podręcznik nieformalnej konwersacji w potocznym języku.

A kiedy właściwie powstał pierwszy podręcznik literackiego czeskiego? Jest aktualny jeszcze dziś?

Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana, ponieważ nie da się powiedzieć z całkowitą pewnością, kiedy powstał literacki czeski. Jeżeli za literacki uznalibyśmy taki język, który został opisany naukowo, wtedy za najstarszy podręcznik moglibyśmy uznać pierwszą gramatykę czeską z 1533 roku (autorstwa Beneše Optáta, Petra Gzela a Václava Filomatesa). Inne określenie literackiego czeskiego będzie akcentować proces, który nastąpił na początku odrodzenia narodowego w pierwszej połowie XIX w. oraz lingwistyczne opisy z tego okresu (Dobrovský, Jungmann). Obecnie najczęściej używanym podręcznikiem są „Pravidla českého pravopisu” („Zasady czeskiej pisowni”). Pierwsze takie zasady spisał w 1902 r. Jan Gebauer, ale ze względu na regularnie przeprowadzane rewizje tej publikacji, nie można dziś uważać tamtego wydania za aktualne. Jeśli jednak odwrócimy się od historii i spojrzymy na współczesność, okaże się, że od 1993 (ew. 1994) nie wyszła nowa edycja zasad dla literackiego języka czeskiego. Jest to dość długi okres, dlatego o ich aktualności nie można być zupełnie przekonanym. Ja generalnie nie jestem fanem tego typu podręczników, a więc nie uważam tej sytuacji za specjalnie niekorzystną.

Ciekawa jestem również, z czym (jeśli chodzi o język i jego użycie) mają największe problemy Czesi? Da się wymienić parę zjawisk, które Czechom sprawiają problemy, a cudzoziemcom dają nadzieję, że koniec końców nie są w tym czeskim aż tak źli?

Powiedziałbym, że przekonanie o tym, że wszyscy popełniamy błędy przy używaniu własnego ojczystego języka, co prawdopodobnie zainspirowało to pytanie, idealnie pokazuje skrzywienie naszej sytuacji i naszego spojrzenia na własny język. Native speaker w dzieciństwie i okresie dorastania oswoi sobie swój język ojczysty (ale nie cały system językowy – tylko te jego części, których potrzebuje w swoim życiu), a w tym jego używaniu jest on (oraz inni otaczający go native speakerzy) wzorem poprawności. Tu byłby na miejscu okrzyk „Ja jestem native speakerem, kto jest kimś więcej?!“

Językoznawca miałby podchodzić do języka tak, jak biolog podchodzi do opisu roślin na łące. Jeżeli opis lingwistyczny nie zgadza się z tym, czego regularnie i powtarzalnie używają native speakerzy (a więc, ujmując to w pani słowa „z czym mają problemy“), problem leży po stronie opisu, a nie mówiących czy języka. Czesi często się wahają m. in. w przypadku ortografii (wielkie litery, pisanie i/y), ale mają również problemy z niezbyt często używanymi i powoli zanikającymi zjawiskami morfologicznymi (np. z imiesłowami przysłówkowymi). Ale to wszystko są fenomeny, które w sytuacji mniej interwencyjnej, niż jest teraz u nas, byłyby naturalnie „zmienne“ lub dawno zanikłe.

Czy da się opisać kierunek rozwoju języka czeskiego?

Jest to bardzo trudne. Tak, jak to się dzieje w rozwoju niektórych innych zachodnich języków, również w języku czeskim możemy obserwować trend powolnego cofania się bardziej formalnego wyrażania się (także w niektórych wystąpieniach publicznych). Równocześnie wydaje się, że pod wpływem nowoczesnych technologii i internetu dochodzi do większego przeplatania się form pisanego i mówionego czeskiego. Jednak żadnego z tych zjawisk nie należy oceniać negatywnie. Język ewidentnie reaguje tu na potrzeby mówiących. Fakt, że i dzisiaj służy im jako niezawodny środek komunikacji, dowodzi tylko tego, jak bardzo jest żywotny.

Nawiązując do poprzedniego pytania: co jest dziś największym zagrożeniem dla języka czeskiego? Wpływy obcych języków, użytkownicy języka czeskiego, marketing, a może jeszcze coś zupełnie innego?

Nie wydaje mi się, że językowi czeskiemu coś zagraża, choćby z uwagi na kwestie, o których pisałem powyżej. Właściwie zawsze, kiedy lingwiści ulegali przekonaniu, że jakieś zagrożenie faktycznie istnieje i zaczynali bronić języka, dla „normalnych” użytkowników czeskiego oznaczało to wielkie problemy (srogie zasady, które nie znalazły poparcia w codziennie używanym języku).

Dopóki powstają nowe słowa i dopóki używa się języka w całym spektrum komunikacyjnych sytuacji i funkcji, nie musimy się martwić o jego los. Często przedmiotem obaw jest właśnie wpływ sąsiednich języków i języka angielskiego, ale obawy te nie są słuszne. Przejmowanie pewnych zjawisk czy słów z innych języków oznacza wzbogacenie środków wyrazu (dobrym przykładem jest tu właśnie angielski, który silnie podlegał obcym wpływom). Gdybyśmy się przed tym bronili, czeskiemu mogłoby to tylko zaszkodzić.

Na pana blogu w tekście „Czym jest życie?”, pisze pan, że „Język zachowuje się czasami podobnie do żywiołu przyrody. Nie liczy się z tym, co uważają ludzie i czego by sobie życzyli, po prostu zmiesza wszystko, co mu się zachce i co stanie mu na drodze“. Gdyby to zależało od pana, pozwoliłby pan językowi na takie szaleństwa, czy chciałby go pan oswoić i wytresować?

Zawsze byłem obrońcą niekontrolowanego rozwoju języka. Taki naturalny i przez nikogo niesterowany rozwój gwarantuje bowiem, że wszystkie komunikacyjne funkcje użytkowników będą realizowane zgodnie z ich potrzebami. Szczerze mówiąc, nie widzę nawet powodu, dla którego język miałby być regulowany (Czesi komunikują między sobą bez problemu), a poza tym lingwistyka nie dysponuje odpowiednimi narzędziami do takiej regulacji. Język jest zbyt skomplikowanym systemem, aby mógł być kontrolowany przez grupę specjalistów (chociaż nie mam wątpliwości co do ich erudycji i talentu). Każda sztuczna ingerencja w rozwój języka niesie ze sobą niewyobrażalne skutki, a w przeszłości większość prób takiej regulacji okazała się bezowocna.

Wydaje mi się, że w Czechach już od wielu lat dużo emocji budzi kwestia feminizowania nazwisk. Wiele feministek jest przeciwko temu zjawisku, ponieważ widzi w nim przywłaszczanie kobiet przez mężczyzn. Jeszcze bardziej skomplikowane (od typowego Novák – Nováková) są nazwiska jak np. Černý. Czy konstrukcja Lucie Černý ma w ogóle rację bytu? Co pan sądzi o całym tym zamieszaniu?

Feminizacja nazwisk jest po prostu kolejnym językowym fenomenem. Dlatego wybieram takie samo podejście, jak w przypadku każdej innej opcjonalności. Każdy miałby mieć prawo decydować o swoim nazwisku, ale jednocześnie powinien to robić na podstawie znajomości rzeczywistości (tzn. pewnej zwyczajowości). Zatem jeżeli kobieta chce przyjąć nazwisko Černý, niech to spokojnie zrobi. Musi jednak być świadoma tego, że nazwisko to będzie sprawiało specyficzne wrażenie (szczególnie w niektórych kontekstach), ponieważ zasadniczo należeć będzie do mniejszości. Jeśli jednak jej samej to nie przeszkadza, uważam, że inni powinni to akceptować.

Chciałabym się również zapytać o dzisiejszy stosunek języków słowackiego i czeskiego. Czy młodzi Czesi i Słowacy rozumieją się dziś tak samo dobrze, jak kiedyś ich dziadkowie? Czy między czeskim i słowackim nie pogłębiają się np. różnice leksykalne?

Nie znam szczegółowo problematyki stosunku czeskiego i słowackiego, dlatego muszę się ograniczyć do własnych wrażeń. Wydaje mi się, że aktywna znajomość słowackiego u większości Czechów już właściwie nie istnieje. Generacja, która żyła jeszcze w federacji czechosłowackiej, rozumie w zasadzie bez problemu. Natomiast młodsze roczniki nie radzą sobie nawet z tym. Patrząc na ten problem z drugiej strony, tj. jak Słowacy rozumieją czeski, sytuacja wydaje się trochę lepsza. Ma to zapewne związek z większym eksportem produkcji telewizyjnej i filmowej z Czech do Słowacji (w odwrotnym kierunku sytuacja wygląda gorzej). Nie jestem jednak w stanie zgadnąć, jak to będzie wyglądało za kilkadziesiąt lat.

Na koniec pytanie, które związane jest z pana miejscem pracy, tzn. z Ústavem českého národního korpusu. Czy wasza baza danych odgrywa aktywną rolę także w życiu Czechów niebohemistów? Może przydać się również studentom bohemistyki z zagranicy?

Korpusy językowe (upraszczając: wielkie bazy danych tekstów, które są przeznaczone do badania językoznawczego) są dostępne za darmo dla wszystkich użytkowników pod adresem http://www.korpus.cz. Staramy się, aby ich potencjał wykorzystywali również użytkownicy, którzy nie są specjalistami i dlatego niedawno opublikowaliśmy aplikację SyD (zob. http://syd.korpus.cz), która umożliwia łatwe i intuicyjne porównanie występowania konkurujących ze sobą form (np. bychom vs. bysme – http://syd.korpus.cz/sEvUnDGc.syn). Jeżeli użytkownik nie jest pewien, która forma (z punktu widzenia zwyczajowości) jest „normalniejsza“, może to łatwo i szybko sprawdzić. Korpusy ČNK są dziś często wykorzystywane również przez zagranicznych badaczy i studentów języka czeskiego. Żeby jak najlepiej oswoić nowe słowo, wystarczy zajrzeć do korpusu i sprawdzić, w jakich kontekstach jest ono używane.

Rozmawiała Anna Zajacová

Doc. Václav Cvrček – absolwent Wydziału Filozoficznego UK (kierunki: język czeski i literatura oraz lingwistyka – fonetyka); obecnie szef Ústavu Českého národního korpusu; współautor wielu naukowych publikacji, takich jak: „Slovník Bohumila Hrabala“ („Słownik Bohumila Hrabala“), „Slovník komunistické totality“ („Słownik komunistycznego totalitaryzmu“), „Velký slovník rýmů“ („Wielki słownik rymów“), autor językowego bloga na stronie aktualne.cz.

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress