Aleksander Kaczorowski „Havel. Zemsta bezsilnych” [fragment]

Po śmierci Jana Patočki śledczy przesłuchujący Václava Havla stanęli przed trudnym zadaniem. Nie mogli postawić mu jakichkolwiek zarzutów związanych z przygotowaniem Karty 77, gdyż władze obawiały się kolejnego międzynarodowego skandalu. Nie mogli jednak wypuścić go z aresztu, nie mając pewności, że główny organizator tej inicjatywy nie został skutecznie unieszkodliwiony. Już od dwóch miesięcy przebywał w areszcie pod zarzutem prowadzenia działalności antyustrojowej, ale śledczy wiedzieli, że muszą znaleźć inny powód, by móc postawić go przed sądem.

Havel źle znosił areszt. Początkowo przesłuchiwano go niemal codziennie, wypytując o wszelkie okoliczności dotyczące przygotowania Karty 77, a także Listu do Husáka. Udzielał obszernych wyjaśnień, podkreślając legalny charakter obydwu inicjatyw. Zaprzeczył natomiast zarzutom, jakoby utrzymywał kontakty z ośrodkami politycznymi na emigracji; stwierdził też, że jego teksty ukazują się w emigracyjnych periodykach bez jego wiedzy. Śledczy nie byli w stanie udowodnić, że jest inaczej. O ich rosnącej desperacji może świadczyć fakt, że próbowali wrobić go w zarzut cinkciarstwa, wykorzystując w tym celu plotki, jakoby podczas pracy w browarze w Trutnovie nielegalnie sprzedawał obce waluty. Jednakże Havel stanowczo zaprzeczył tym oskarżeniom, a funkcjonariusze nie mieli w ręku żadnych dowodów. Coraz rzadziej wzywali go na przesłuchania; w lutym tylko czterokrotnie, a w marcu trzykrotnie. Nie zamierzali jednak wypuścić go na wolność. W połowie marca prokuratura przedłużyła areszt o kolejny miesiąc.

Havel wpadł w depresję. Wkrótce nie był już w stanie normalnie funkcjonować bez środków antydepresyjnych, które przepisał mu więzienny lekarz. Przez cały czas przebywał w izolacji: nie mógł korzystać z prawa do odwiedzin ani nawet rozmawiać z innymi więźniami. Wiedział jednak z informacji w oficjalnej prasie o wymierzonej w Kartę 77 i w niego osobiście kampanii prowadzonej przez reżimowe media. 13 marca przygotował w tej sprawie oświadczenie skierowane do redakcji gazety „Práce”, w którym odpierał wszelkie fałszywe zarzuty i jasno określił swoje stanowisko: „Zawsze uważałem się za socjalistę, ale też zawsze opowiadałem się przeciwko samowoli władz”. Szczegółowo tłumaczył, na czym polegały kontakty, jakie nawiązał z emigrantami politycznymi w USA w 1968 roku, przy czym nierozważnie zdradził, że w niektórych wypadkach do spotkań doszło z jego inicjatywy. Wcześniej pominął ten szczegół podczas przesłuchań. Śledczy mogli więc dojść do wniosku, że długotrwały areszt wreszcie zaczyna przynosić efekty.

6 kwietnia Havel napisał list do prokuratora generalnego z prośbą o zwolnienie z aresztu. Napisał już podobny list w lutym, ale tym razem pojawiły się w nim całkiem nowe tony. Śledczy, którzy zdawali sobie sprawę z pogarszającego się samopoczucia Havla, mogli wreszcie zatrzeć ręce z uciechy. „Zobowiązuję się, że w razie zwolnienia z aresztu będę się wystrzegał wszelkich działań, które mogłyby być zakwalifikowane jako karalne – pisał Havel. – Doświadczenie trzymiesięcznego śledztwa pozwoliło mi zrozumieć, że nierzadko czyn podjęty w dobrej woli jako legalny łatwo może za sprawą nierozważnej formy, albo też innych okoliczności (na przykład tendencyjnej interpretacji w zagranicznej prasie), stać się czynem, który może być rozumiany jako czyn karalny. Doszedłszy do tego wniosku (ale także z innych powodów), podjąłem decyzję, że w razie zwolnienia z aresztu przestałbym angażować się politycznie na forum publicznym, przede wszystkim w zagranicznych środkach masowego przekazu, i że skupiłbym się – tak jak w latach 1969–1975 – wyłącznie na twórczości artystycznej, którą uważam za swoje główne powołanie. Człowiek nie jest w stanie zmienić poglądów z dnia na dzień i ja także nie chcę udawać, że zmieniłem niektóre swoje krytyczne poglądy na określone zjawiska w naszym życiu społecznym. Uświadomiłem sobie jednak, że istnieją bardziej konstruktywne sposoby ich wyrażania niż niektóre z tych, po które sięgałem w przeszłości. Uświadomiłem sobie również, że jeśli ktoś mimo wszystko odczuwa potrzebę wyrażenia swoich krytycznych poglądów, musi to robić w sposób odpowiedzialny, z poczuciem realizmu, wystrzegając się ryzyka pustych gestów, które łatwo mogą zostać wykorzystane właśnie przez te siły, z którymi w rzeczywistości nic go nie łączy i na których poparciu najmniej mu zależy. Chciałbym Pana zapewnić, że moja decyzja nie wynika jedynie z pragnienia opuszczenia aresztu i uniknięcia dalszego pogorszenia mojej sytuacji, lecz że stoją za nią powody bardziej zasadnicze, wynikające z fundamentalnych przemyśleń dotyczących mojej pozycji w społeczeństwie jako obywatela i pisarza”.

Śledczy mieli wreszcie to, czego chcieli. Prokuratura oczywiście rozpatrzyła prośbę Havla negatywnie, by dać im więcej czasu na dokończenie dzieła – areszt przedłużono do 15 maja. Podczas trwającego trzy godziny przesłuchania w dniu 22 kwietnia Havel zobowiązał się w specjalnym, dziesięciopunktowym „aneksie do listu do prokuratora”, że po wypuszczeniu na wolność zrezygnuje z funkcji rzecznika Karty 77 i zaprzestanie prowadzenia jakiejkolwiek działalności politycznej. W zamian będzie mógł nadal publikować za granicą swoje dzieła literackie. „Czuję się pisarzem, który wprawdzie ma i może mieć poglądy różniące się od oficjalnych – oświadczył Havel – ale nie czuję się »dysydentem«, to znaczy jakimś zawodowym przeciwnikiem ustroju”.

Ale i tego śledczym było mało. Doszli do wniosku, że skoro uwięziony powiedział już a i b, to zgodzi się dośpiewać resztę alfabetu.

Przez tydzień nie działo się nic. Po czym 28 kwietnia Havel został poinformowany, że jednak stanie przed sądem, oskarżony o działalność na szkodę państwa za granicą. Śledczy dołączyli go do sprawy Oty Ornesta, Jiříego Lederera i Františka Pavlíčka, którym również postawiono zarzut prowadzenia działalności na szkodę państwa w związku z ich kontaktami z Pavlem Tigridem i Jiřím Pelikánem, szefami i wydawcami dwóch najważniejszych czechosłowackich pism emigracyjnych.
W wypadku Havla zarzut dotyczył nielegalnego przekazania redakcji pisma „Svědectví” pamiętników Prokopa Drtiny, byłego socjalistycznego ministra sprawiedliwości (w latach 1946–1948). Havel rzeczywiście miał w tym swój udział; Drtina był przyjacielem jego ojca, ich rodziny znały się od pokoleń – ojciec polityka w czasach studenckich przyjaźnił się z jego dziadkiem i niekiedy stołował się nawet u jego prababki na Małej Stranie. Havel na przełomie lat 1975 i 1976 zaproponował Drtinie, że przekaże rękopis ludziom mającym kontakt z redakcją „Svědectví”. A kiedy Drtina się zgodził, Havel wręczył rękopis Jiříemu Ledererowi, ten zaś przekazał go Ocie Ornestowi, który z racji swych obowiązków służbowych często wyjeżdżał za granicę.

Niestety, redaktor „Svědectví” nieopatrznie zdekonspirował Ornesta przed swoim wieloletnim współpracownikiem, praskim reumatologiem Václavem Rejholcem. Rejholc od 1957 roku był tajnym współpracownikiem StB. To dzięki niemu Służba Bezpieczeństwa wiedziała, że Tigrid za pośrednictwem kilku zachodnich dyplomatów regularnie przemyca do kraju książki, czasopisma, pieniądze i powielacze.

Tajniacy wiedzieli także, w jaki sposób Tigrid kontaktuje się z Václavem Havlem, ale nie mogli wykorzystać tej wiedzy przed sądem, gdyż kontaktem dramaturga był właśnie Rejholc. Zbliżył się do Havla na początku lat siedemdziesiątych na polecenie StB. Nie było to szczególnie trudne, gdyż Havel i Rejholc byli sąsiadami,
mieszkali w tym samym domu w Dejvicach. Poza tym zarekomendował go Tigrid, który całkowicie ufał Rejholcowi.

Havel zdał sobie sprawę, że popełnił błąd, deklarując wycofanie się z działalności opozycyjnej. Zrozumiał, że więzienie go nie ominie – i że nie ma dla niego powrotu do czasów, gdy twórczość artystyczna była jego „głównym powołaniem”. Intencje władz stały się całkiem jasne, gdy w połowie maja śledczy postawili nowy warunek zwolnienia z aresztu. Zażądali, by tego samego dnia, w którym wyjdzie na wolność, publicznie ogłosił, że wycofuje się z życia politycznego (i napisali mu nawet tekst owego oświadczenia).

Havel kategorycznie odmówił. Wkrótce dowiedział się, że jego areszt przedłużono o kolejny miesiąc, do 15 czerwca 1977 roku.

[Aleksander Kaczorowski]

Fragment książki Aleksandra Kaczorowskiego „Havel. Zemsta bezsilnych” ukaże się nakładem Wydawnictwa Czarne w serii „Biografie”. Publikujemy go za zgodą Autora i Wydawcy.

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress