„Ach, te Czeszki” czyli trudne losy niezwykłych kobiet [recenzja]

ach te czeszki

Ta książka mogłaby służyć jako podręcznik czeskiej historii, a zarazem pozostaje „čtivá“ – czyli po prostu dobrze się ją czyta. Bohemistka Anna Militz recenzuje „Ach, te Czeszki” (W.A.B., 2015) Mariusza Surosza.

Podczas spotkania autorskiego jesienią 2010 roku Mariusz Surosz, debiutujący wówczas książką „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”, został zapytany o historię, która w jego pierwszej książce się nie znalazła. Autor wskazał wtedy na czechosłowacką gimnastyczkę, Věrę Čáslavską, znaną nie tylko dzięki swoim sportowym osiągnięciom, ale także z powodu cichego protestu przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego w czasie Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w roku 1968. Spotkanie z tą kobietą oraz opisanie jej historii było marzeniem pisarza. Nie było to jednak łatwe zadanie, ponieważ w tamtym czasie gimnastyczka zniknęła z życia publicznego, nie udzielała wywiadów. Dopiero dwa lata później, podczas pracy nad następną książką, Suroszowi udało się spotkać z Čáslavską, i tym samym zyskał materiał, który mógł następnie wykorzystać w kolejnej książce.

Kobieta punktem wyjścia

Na pierwszą książkę Surosza składały się w dużej mierze teksty, które wcześniej opublikowano w różnych czasopismach. „Ach, te Czeszki” różni od „Pepików” to, że kolejne rozdziały powstawały z myślą o tej książce tak, aby tworzyły spójną całość. Jak autor zaznacza we wstępie, jego zamiarem było również to, aby „Ach, te Czeszki” były kontynuacją Pepików. „Punktem wyjścia każdego rozdziału jest kobieta, której losy mnie zafrapowały. Ale tak naprawdę jest to osiem szkiców o dziejach naszych pobratymców z południa” – tłumaczy Surosz we wstępie. Widać, że założenie pozostaje to samo – poprzez los jednostki opowiedzieć los narodu.

Książkę tworzy osiem rozdziałów – osiem historii kobiet, które żyły w Czechosłowacji i Czechach w dwudziestym wieku. Podobnie jak w przypadku „Pepików”, chociaż tytuł „Ach, te Czeszki” sugeruje, że wszystkie bohaterki są Czeszkami, znajdziemy tutaj także Brytyjkę Trudie Bryksovą, żonę czechosłowackiego pilota Josefa Bryksa czy Polki z Zaolzia, artystkę o niemieckich korzeniach Zdenę Kolečkovą czy urodzoną na Wołyniu Miloslavę Žakovą. Bohaterkami są zarówno kobiety znane, jak Čáslavská czy aktorka Adina Mandlová, ale też zwyczajne kobiety – jak wspomniana już Miloslava. Kluczowy przy wyborze tych a nie innych osób są ich interesujące historie oraz możliwość opowiedzenia poprzez ich los wycinka z czeskich dziejów.

Nieznane karty czeskiej historii

Dla zainteresowanych Czechami najciekawsze będą zapewne te rozdziały, które zajmują się mniej znanymi kartami czeskiej historii. W rozdziale o Petrze Šáchovej Surosz opowiada nie tylko historię Czechosłowackiego Kościoła Czechosłowackiego Husyckiego, ale również wtajemnicza czytelnika w świat… mody w czasach komunizmu. Bohaterka rozdziału jest bowiem nie tylko kapłanką, ale w czasie studiów teologicznych pracowała również wiele lat jako modelka. Ba, w roku 1970 została wybrana Miss Pragi. Dalszym wątkiem religijnym jest historia Ruženy Váckovej, katolickiej intelektualistki represjonowanej przez komunistów. Te historie przełamują powszechne w Polsce przekonanie o ateistycznych Czechach. Na motto pierwszej książki Surosz wybrał cytat z Josefa Kroutvora: „Europa Środkowa bez wątpienia zawsze miała problemy z historią. (…) W Europie Środkowej historia dotyka człowieka wprost – i to właśnie jest ów kłopot”. To, jak burzliwe losy naszego regionu miały bezpośredni wpływ na zwyczajnych ludzi, jest widoczne również w historiach przedstawionych w „Ach, te Czeszki”: w opowieści o Czechach Wołyńskich, czy o poplątanych losach rodziny Zdeny Kolečkovej. Zaś w rozdziale o rodzinie Rusnoków Surosz zajął się Zaolziem – jak sam przyznaje w jednym z wywiadów, była to dla niego osobista próba zrozumienia problematyki tego regionu.

Mariusz Surosz wielokrotnie w wywiadach zaznaczał, że choć jest absolwentem historii, to za historyka się nie uważa. Jednak w książce uderza nacisk na historyczną dokładność, pokazanie szerszego kontekstu kulturowo-historycznego czy bogate źródła. Dlatego też książka ucieszy nie tylko tych czytelników, obeznanych już z czeską historią, ale też takich, którzy nie posiadają głębokiej wiedzy z zakresu kultury czy historii Czech i Czechosłowacji. Ci pierwsi zyskają okazję do pogłębienia swojej wiedzy, dla tych drugich Surosz w każdym z tekstów przygotował kilka wstawek przybliżających dzieje tego kraju. Nie są to w żadnym przypadku nudne, encyklopedyczne hasła, raczej wprowadzające czytelnika w kontekst „pigułki“ z wiedzą. Często pojawiają się małe „wycieczki“ od głównej narracji, w których autor nakreśla specyfikę problemu czy streszcza wydarzenia historyczne. I tak opisując ulubiony praski zakątek Věry Čáslavskiej, ukazuje historyczne wydarzenia na przykładzie zmian nazwy nadwełtawskiego nabrzeża. Na przykładzie architektonicznych założeń budowli smichovskiego zboru husyckiego pokazuje założenia samego Kościoła. Surosz nie szczędzi też czytelnikowi cytatów, nie rzadko dość długich, ale koniecznych, aby jak najdokładniej przybliżyć opisywaną kwestię. Żaden z tych zabiegów nie zakłóca jednak głównego wątku – nawet jeśli jak w przypadku rozdziału o Miloslavie Žákovej tracimy bohaterkę z oczu na kilka stron – raczej dookreśla, pogłębia historię.

Czesi mają swoje momenty tragiczne

Niektóre wątki z historii naszych południowych sąsiadów pojawiają się kilkakrotnie. Między innymi kwestia Niemców Sudeckich – zbrodnie czechosłowackie zaraz po zakończeniu wojny i wygnanie Niemców z terenów czechosłowackich. Krótkie uwagi na ten temat pojawiają się w kilku rozdziałach, ale tą kwestią Surosz zajmuje się przede wszystkim, opowiadając o życiu Zdeny Kolečkové, artystki o mieszanych, czesko-polsko-niemieckich korzeniach, pochodzącej z przygranicznego Uścia nad Łabą. W lipcu 1945 roku doszło w tym mieście do pogromu na miejscowej ludności niemieckiej. Te ciemne karty czechosłowackiej historii są dla Surosza równie istotne jak te, którymi Czesi chętnie się chlubią. We wstępie cytuje pisarza Ludvíka Vaculíka, który pisał, że w czeskim narodzie mieszają się „wszystkie możliwe euforie i depresje“. Podobnie jak w swojej pierwszej książce, i tutaj walczy z pokutującymi w Polsce stereotypami na temat czeskich dziejów oraz samych Czechów. Stara się pokazać, że jak każdy naród, Czesi mają w swojej historii również momenty tragiczne, momenty niejednoznaczne.

Wrażenie robi również bibliografia – znajdziemy tam nie tylko liczne pozycje książkowe i prasowe, ale również bogate źródła archiwalne. W przypadku historii rodziny Rusnoków z Zaolzia autor wykorzystuje nawet niepublikowane wspomnienia z rodzinnego archiwum. Materiał użyty przy pracy nad każdym rozdziałem mógłby spokojnie wystarczyć na samodzielną książkę o każdej z bohaterek.

Podsumowując, „Ach, te Czeszki” pokazują nie tylko trudne losy niezwykłych kobiet, ich determinację, pragnienia, miłości. Przedstawienie ich historii na tle historycznym, z uwzględnieniem ówczesnych realiów, daje czytelnikowi możliwość głębszego poznania historii Czech. Surosz bazuje na bogatych źródłach, jest wierny faktom. Nie chodzi na skróty, bo jak przyznaje we wstępie od bon-motów i pozornych mądrości bardziej ceni sobie realia. Udało mu się stworzyć książkę, która równocześnie mogłaby służyć jako podręcznik czeskiej historii, a zarazem pozostaje „čtivá“ – czyli po prostu dobrze się ją czyta.

[Anna Militz]


Mariusz Surosz, „Ach, te Czeszki”, W.A.B., 2015.

Chcesz opublikować swoją recenzję na Novinka.pl? Wyślij ją na lukasz@novinka.pl. 

O autorze
Dziennikarz i założyciel serwisu Novinka.pl.
Dodaj komentarz

Podaj swoje imię

Twoje imię jest wymagane

Podaj prawidłowy adres email

Adres email jest wymagany

Wpisz swoją wiadomość

Novinka.pl © 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress